"Na Katarczyków chuchaliśmy i dmuchaliśmy"
Aleksander Grad zabrał wreszcie głos w sprawie afery stoczniowej. Przyznał, że resortowi i Agencji Rozwoju Przemysłu zależało, by Katarczycy do końca brali udział w przetargu na stocznie. Dlaczego? Bo byli jedynym inwestorem zaiteresowanym kupnem tych części zakładów, które mogły dalej produkować statki.
- "Katarczyk" pozywa za aferę stoczniową
- CBA donosi do prokuratury ws. stoczni
- Prokurator wszczął stoczniowe śledztwo
- PSL: Grad "poleci", a może i cały rząd
- "Platforma wpadła w ostry korkociąg"
- Specsłużby osłaniały prywatyzację
- "Przestępcy w resorcie skarbu? To idioci"
- Zobacz, kogo pozywa "katarski łącznik"
- Katar będzie budować statki
- Grad: Premier nie wspominał o dymisji
- Katarczycy od stoczni nie istnieli?
- We wtorek Tusk wymieni ministrów
- Rządowa agencja: Nie ma żadnej afery
- "Na ten przetarg nikt się nie skarżył"
- Grad na dywaniku, urzędnicy do wymiany
- Tak rząd mówił CBA, jak sprawdzać stocznie
- Była Grupa Trzymająca Stocznie?
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Prawdą jest, że Ministerstwo Skarbu Państwa zabiegało i to od samego początku o inwestorów dla stoczni. Poszukiwaliśmy takich inwestorów, którzy chcieliby kupować aktywa stoczni Gdynia i Szczecin i mogli zadeklarować chęć budowy statków. Bliskowschodni inwestor, który wystąpił pod firmą Stichting Particulier Fonds Greenrights publicznie to deklarował. Przygotowania w tej sprawie czynił jeszcze przed ogłoszeniem przetargu. Wizytował te stocznie w lutym 2008 roku" - powiedział szef resortu skarbu.
>>> Czytaj także: Tak rząd mówił CBA, jak ma sprawdzać stocznie
Wyjaśnił, że w momencie wpłacenia wadiów przez inwestorów, MSP wiedziało, że jest tylko jeden inwestor, który chce kupić kluczowe aktywa stoczni Gdynia i Szczecin i jest nim Stichting Particulier Fonds Greenrights. "W związku z tym nie może być mowy o tym, że resort skarbu kogoś faworyzował - jeżeli na kluczowe aktywa był jeden oferent. Nie było fizycznej możliwości, by w jakiś sposób blokować innych inwestorów, bo oni nie zgłosili się na zakup kluczowych aktywów" - podkreślił.
"Dziwi mnie dzisiaj frontalny atak Lewicy oraz Prawa i Sprawiedliwości na mnie i na cały proces sprzedaży majątku stoczni, wypaczający cały kontekst tego postępowania. Bo przecież to oni kiedyś m.in. doprowadzili do złej sytuacji tych stoczni" - dodał.
>>> Czytaj więcej o tłumaczeniach ARP
Minister przyznał, że 13 maja, kiedy rozpoczynał się pierwszy przetarg, katarski fundusz przysłał do MSP i zarządcy kompensacji "informację, że chciałby odłożyć ten przetarg w czasie, ponieważ nie jest jeszcze do niego gotowy". "Prawdą jest, że zapytałem Agencję Rozwoju Przemysłu, czy jest możliwość, aby to zrobić. Myśmy oczekiwali, że inwestor weźmie udział w licytacji i wylicytuje główne aktywa stoczniowe, stanie się ich właścicielem i będzie tam budował statki, tak jak to deklarował. Tego wszyscy oczekiwaliśmy" - podkreślił.
"Kiedy dowiedziałem się od prezesa ARP Wojciecha Dąbrowskiego, że nie ma prawnej możliwości przerwania przetargu, inwestor ostatecznie do godz. 16. zarejestrował się w witrynie internetowej i wziął udział w licytacji. W związku z tym moje zapytanie o prawną możliwość jest pokazywane jako manipulacja przy przetargu. To jakiś absurd" - powiedział Grad.
"Jeżeli jest inwestor, który wpłacił wadium jako jedyny na kluczowe aktywa stoczni Gdynia i Szczecin, gdzie można budować statki, to fakt, że myśmy chuchali i dmuchali, żeby ten inwestor do końca w tej procedurze wziął udział" - podkreślił.
czytaj dalej
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!