Prostytutka dla Kurskiego akcją specsłużb?
Europoseł PiS Jacek Kurski odpalił bombę. Podejrzewa, że jest na niego "zlecenie", a próby skompromitowania go nasiliły się za rządów PO. Twierdzi, że w Brukseli napraszała się mu prostytutka. Miała dostawać cynk, czy Kurski jest hotelu. Wiedziała bowiem, kiedy do niego dzwonić.
- Kurski chciał procesu. I będzie go miał
- Kurski: Elbląg jest pod wodą przez Tuska
- Kurski wykręcił się od trzech mandatów
- Kurski: Chodziłem w rajtuzkach po bracie
- Tenisiści zabawiali się z prostytutkami?
- Kurski pozywa "Fakt". Za "leniwego posła"
- Skiba: To próba odmłodzenia elektoratu PiS
- Kurski dał tysiąc na Lechię Gdańsk
- Kurski do SLD: Zlikwidujmy demokrację
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Nie chcę mieć obsesji, ale odnoszę wrażenie, że jest jakiś rodzaj stałego zlecenia na mnie. To się nasiliło za rządów Platformy" – wyznał "Wprost
Light" europoseł PiS Jacek Kurski.
Kurski twierdzi nawet, że ma na to dowód. "Taka scena: hotel w Brukseli, wracam z kolacji do pokoju. Jest 2.30 w nocy. Słuchawka leży na telefonie, ale nie na widełkach. Odruchowo ją
odkładam. Za trzydzieści sekund jest telefon. Dzwoni kobieta i nachalnie proponuje swoje usługi. Odkładam słuchawkę. Po chwili dzwoni znowu: <Cześć, jestem Sara, chyba nie jesteś
gejem>. Odłożenie tej słuchawki wskazało moment, w którym wróciłem do pokoju. Dziwna sprawa" - powiedział.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!