Szef CBA: Prokurator nie patrzył mi w oczy
Ujawniamy nieznane kulisy przedstawienia zarzutów Mariuszowi Kamińskiemu. Jak ustalił "Dziennik Gazeta Prawna", premier Donald Tusk mógł zdymisjonować szefa CBA dzięki kruczkom prawnym, użytym przez rzeszowską prokuraturę, jak również dzięki nadgorliwości samego Kamińskiego.
- Odwołany Kamiński idzie do sądu
- Migalski donosi na Tuska. Za CBA
- Palikot: Kamiński wyjdzie PiS-owi bokiem
- Tusk: Od szefa CBA oczekuję "zera polityki"
- Miller: Tusk jeszcze powita Kamińskiego
- Kamiński straci dostęp do informacji niejawnych
- "Premier odwołał szkodnika"
- Tusk wyrzucił Kamińskiego z CBA
- Kaczyński: Źródłem przecieku był Kaczmarek
- "Aferę stoczniową wykryliśmy przypadkiem"
- "Nikt nie dyktował zarzutów dla Kamińskiego"
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Prokurator nie spojrzał mi w oczy, gdy czytał zarzuty, wstydził się" - powiedział Mariusz Kamiński swojemu zastępcy Ernestowi Bejdzie po wyjściu z przesłuchania w Prokuraturze Okręgowej w Rzeszowie. Niecałe dwa tygodnie temu prokurator Bogusław Olewiński ogłosił szefowi CBA kilka zarzutów, w tym najważniejszy: przekroczenia uprawnień, czyli nadużycia władzy.
Kamiński w trakcie przesłuchania przez Olewińskiego nie miał jak się bronić: nie jest prawnikiem i nie rozumie wszystkich prokuratorskich niuansów. Nie miał ze sobą żadnego pełnomocnika. W dodatku nie mógł zrobić żadnych notatek z treści i uzasadnienia zarzutów. I pod opowiedzialnością karną nie mógł nikomu powiedzieć o ich prawdziwej treści. Dlaczego? Bo zarzuty były ściśle tajne. Przesłuchanie odbyło się w kancelarii tajnej rzeszowskiej prokuratury. Nam udało się jednak poznać szeczegóły tych zarzutów.
"Wiążą się z aferą gruntową. Chodzi o prawnicze kruczki związane z sądowymi zgodami na założenie podsłuchów oraz prokuratorskimi decyzjami o operacji kontrolowanego wręczenia łapówki przez agentów CBA" - mówi nam jeden z rzeszowskich prokuratorów, mający kontakt z aktami śledztwa.
Rzecz dotyczyła wydarzeń z grudnia 2006 roku. To wtedy do CBA zgłosił się wiceprezes kontrolowanego przez państwo telkomu "Dialog" z informacją, że dwóch biznesmenów za łapówkę dla Leppera odrolni każdy grunt w kraju. Kamiński zamiast natychmiast wszcząć operację specjalną - zwlekał. Uważał, że potrzebował solidniejszych dowodów. Dlatego namówił biznesmena, aby ten nagrał deklaracje "załatwiaczy". Dopiero, gdy dysponował tym nagraniem, Kamiński zwrócił się do prokuratury i sądu o zgodę na rozpoczęcie "operacji specjalnej". Na tym właśnie, według rzeszowskiego prokuratora, polega przestępstwo Mariusza Kamińskiego.
"Dodatkowo prokurator uznał, że CBA powinno mieć dodatkowe zgody sądu na podsłuchiwanie telefonów dwóch załatwiaczy, gdy ci mieli odebrać prawie trzy miliony łapówki" - twierdzi doświadczony prokurator, który zdecydował się ujawnić nam kulisy śledztwa.
Co z tego, że już wcześniej sędziowie taką zgodę dali? Zdaniem Olewińskiego w trakcie kontrolowanego wręczenia pięniędzy wcześniejsza zgoda nie obowiązywała. Jaki z tego wniosek? Dowody zebrane podczas wręczania łapówki, czyli nagrania z rozmów - są nielegalne.
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!