"Aferę stoczniową wykryliśmy przypadkiem"
Afera stoczniowa wypłynęła przypadkiem - wynika ze słów byłego szefa CBA. Mariusz Kamiński przyznał w TVN24, że Biuro interesowało się pracownikami Agencji Rozwoju Przemysłu, ale w zupełnie innej sprawie. Analizę ich rozmów na temat stoczni - jak twierdzi - zlecił dopiero we wrześniu. Dwa razy oskarżył też Donalda Tuska o to, że mija się z prawdą.
- Tusk płynie Titanikiem do Araba
- Kamiński opijał odejście z CBA
- Kamiński: Agentowi "Tomkowi" grozi śmierć
- Prokuratura: Kamiński nie złamał prawa
- Mimo wszystko ktoś chce kupić stocznie?
- Kaczyński wątpi w uczciwość rządu Tuska
- Tusk ujawnił papiery o tarczy CBA. Zobacz!
- "Posłów czeka hazard konstytucyjny"
- Kamiński mija się z prawdą? Oto dokumenty
- "CBA nie było tak gorliwe za rządów PiS"
- Szef CBA: Prokurator nie patrzył mi w oczy
- Końcówka szefa CBA: Bóg z nami, ch... z nimi
- Agent Tomek zostaje w CBA
- "Kamiński usunięty, bo wykrył dwie afery"
- Kamiński: Nie było stoczniowego inwestora
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Mariusz Kamiński, który był gościem programu "24 godziny", mówił o aferach: stoczniowej i hazardowej, o sprawie Weroniki Marczuk-Pazury, operacji wymierzonej w Jolantę Kwaśniewską, a także o swoich relacjach z Donaldem Tuskiem.
"NIKT NIE KAZAŁ NAM PILNOWAĆ STOCZNI"
Kamiński opowiedział o kulisach wykrycia afery stoczniowej. Stwierdził, że CBA sprawą sprzedaży zakładów w Gdyni i Szczecinie w ogóle się nie zajmowało, bo - jak przekonuje - nikt go o to nie poprosił.
"Nikt nigdy do CBA nie zwrócił się o objęcie kontrolą tego przetargu. Miałem informację, że stoczniami zajmuje się ABW" - mówił Kamiński i dodał, że koncepcja "Tarczy antykorupcyjnej", czyli monitorowania przez specsłużby prywatyzacji kluczowych polskich zakładów, była mitem. "Nie ma żadnego rządowego dokumentu na ten temat" - mówił.
Biuro interesowało się za to inną firmą, w sprawę której zaangażowani byli m.in. pracownicy Agencji Rozwoju Przemysłu.
Według relacji byłego szefa CBA, gdy sprzedaż stoczni skończyła się - jak to ujął - kompletną klapą, zwrócił się on do swoich pracowników o przejrzenie stenogramów rozmów pracowników ARP pod kontem sprawy stoczni. "O analizę w tej sprawie poprosiłem we wrześniu" - stwierdził. Dlaczego dopiero wtedy? "Miałem poczucie, że w takiej sprawie, gdzie są obserwatorzy z Unii Europejskiej, nie może dojść do przestępstwa" - tłumaczył.
Jak mówi, okazało się, że w sprawie doszło do przestępstwa. "Przetarg został ustawiony pod jedną firmę, jest to udokumentowane. Nie ma żadnego inwestora katarskiego" - wyliczał.
czytaj dalej
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!