"Tajne służby straszą nam inwestorów"
"Waldemar Pawlak powiedział ostatnio, że jeśli ktoś w Polsce nie jest podsłuchiwany przez służby, to jest po prostu nieważny. Widzę, co się dzieje i wiem, że mogę mieć podsłuch. A jeśli nie ja, to moi współpracownicy" - mówi "Dziennikowi Gazecie Prawnej" Jan Bury, sekretarz stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa.
- Prywatyzacja stoczni. BBN uderza w ABW
- Oto historia tarczy antykorupcyjnej
- Tusk ujawnił papiery o tarczy CBA. Zobacz!
- Prezydent buduje swoje, mocniejsze CBA?
- CBA realizowało tarczę antykorupcyjną
- "Jarosław Kaczyński też czyta sondaże"
- "Grad, najsłabsze ogniwo"
- Tak nas podsłuchuje fiskus
- "To system jest chory"
- Agent Tomek skazany za śmiertelny wypadek
- Tarcza antykorupcyjna to tylko pusta nazwa?
- Premier zadowolony z Pitery, z ABW mniej
- Kalisz chce odtajnić agenta Tomka
- Agent Tomek jest już na emeryturze. Co się stało?
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -16°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
MICHAŁ MAJEWSKI, PAWEŁ RESZKA: Słyszeliśmy, że ma pan dość roboty w ministerstwie.
JAN BURY*: Zawsze lepiej się czułem w Sejmie. To, co stało się w ostatnich tygodniach, spowodowało, że wielu ludzi ma dość, również w tym ministerstwie.
Co się panu nie podoba?
Praca jest ciekawa, ale atmosfera nieszczególna. Zwłaszcza od czasu pseudoafery stoczniowej. Wszyscy się boją, wszyscy myślą, że są na podsłuchu. A więc mamy z jednej strony oczekiwanie, że resort skarbu sprawnie sprzeda ileś tam spółek, dostarczy do budżetu ciężkie miliardy. Z drugiej strony mamy zastraszonych urzędników, którzy boją się podejmować decyzje. Ministerstwo Skarbu to setki niepolitycznych specjalistów, którzy ciężko pracują, w zamian słyszą oskarżenia o nieuczciwości.
Kiedy więc powie pan „do widzenia”?
Jeśli coś mnie powstrzymuje, to trudna sytuacja, w jakiej znalazł się resort skarbu. Poważni ludzie w takim momencie nie trzaskają drzwiami, tylko biorą się do roboty. To kwestia odpowiedzialności. Zresztą mam nadzieję, że za miesiąc, dwa wszystko się uspokoi.
Ci niepolityczni specjaliści to na przykład wiceminister Zdzisław Gawlik? Ten, co mówi: „K... mać! Przepraszam, ja p...”?
Panowie, to profesor prawa, jeden z największych autorytetów w dziedzinie prywatyzacji. Naukowiec, dziesiątki publikacji i książek na koncie. Człowiek, który miał udział w doprowadzeniu do zawarcia ugody Eureko ze Skarbem Państwa, czyli rozwiązania problemu nierozwiązywalnego od lat. Włożył w to serce, wiedzę, gigantyczną pracę. Powinien dostać odznaczenie za zasługi dla Polski, a robi się z niego aferzystę.
Szefa Agencji Rozwoju Przemysłu Wojciecha Dąbrowskiego, który nie bardzo wiedział, komu sprzedał stocznie, też pan będzie bronił? „Mam ten wyciąg z rejestru i tu po prostu nie ma nic” – tak mówił Gawlikowi, pamięta pan?
Dąbrowski to doskonały urzędnik. Skompletował w ARP dobrą ekipę. Podziwiałem go za wytrzymałość. Pracował od świtu do nocy. W telewizji pokazali stenogramy ich podsłuchanych rozmów. Obok dymków z tekstami nie ma twarzy, a tylko cień, jak przy materiale o bandziorach. To ja przepraszam. Przecież to są urzędnicy państwowi, którzy mają twarze, nazwiska, rodziny. Zabawa, jaką zrobiły sobie CBA i PiS, odbywa się kosztem tych ludzi. W imię interesu politycznego opozycji traci państwo, a często uczciwi ludzie są pomawiani.
Zdenerwowali się tym?
Przeżyli to ciężko. Gawlikiem to mocno wstrząsnęło. Dotknęło to również jego rodzinę. Dąbrowskiego ostatnio widziałem na Komitecie Stałym Rady Ministrów. Ubyło mu z 10 kilo. Zażartowałem, że afery mu służą i że sam bym z 5 kilo schudł. Ale Dąbrowski jakoś się nie śmiał. Dał mi do ręki telefon: „Jeszcze gorący – mówi. – Ciągle mnie podsłuchują!”. To przecież jakaś paranoja! W dodatku miał poczucie winy, bo to jego podsłuchiwano, a Gawlik i Grad rozmawiali z nim przez telefon i dlatego przylepiono ich do tej pseudoafery.
Chwileczkę, mówi pan „pseudoafera”. Z podsłuchów wynika, że urzędnicy Ministerstwa Skarbu Państwa pomagali w przetargach jednemu podmiotowi. To chyba nie jest w porządku i raczej nie mieści się w granicach prawa?
Gabinet Donalda Tuska postawił sobie jasne cele – przeprowadzić dobrze i sprawnie pryzwatycje. Minister Grad nadał taki rytm pracy całemu ministerstwu. Sukcesy prywatyzacyjne wymagają działania, podejmowania decyzji, zaufania. Awantura CBA przyniosła coś odwrotnego. A cel tej prywatyzacji był taki, żeby w stoczniach pojawił się jeden inwestor i nadal produkował statki. Przez kryzys okazało się, że nie ma na to chętnych. Arabowie byli jedynym inwestorem, który złożył jasną deklarację: „Chcemy wziąć wszystko i budować statki”. Powiedzmy otwarcie, sprzedawanie gigantycznego majątku Skarbu Państwa nie jest wypełnianiem formularzy, ogłaszaniem przetargów i porównywaniem oferowanych cen. To skomplikowana praca. Kto tego nie rozumie, nie powinien się wypowiadać na ten temat. Dla jasności, wszystkie procesy są nadzorowane, przeprowadzane są kontrole NIK.
Skoro premier sam dogadywał się z inwestorem i wolą jego rządu było sprzedanie stoczni Arabom, to może trzeba rozgrzeszyć urzędników? W sumie robili to, co im kazano.
Ja nie odpowiadałem za tę prywatyzację, ale jestem przekonany, że urzędnicy robili wszystko zgodnie z prawem. Co nie znaczy, że jestem przeciwny wyjaśnianiu tej sprawy. Podkreślam, przejrzystość procesów prywatyzacji jest najważniejsza, ale atmosfera spisków i podsłuchów nikomu nie służy. A przede wszystkim nie służy interesom Skarbu Państwa.
Minister Aleksander Grad był na dywaniku u premiera.
Nie miał problemów z wytłumaczeniem się. Chyba dlatego, że Tusk był od dawna wprowadzony w kulisy tej sprawy.
Czytaj dalej...
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!