Dzięki wyborom spotkał się z żoną
Powodzianie z zalanej części Sandomierza głosują w lokalu wyborczym w Przedszkolu Samorządowym nr 5. "Dzięki temu, że są wybory, to mogłem się spotkać z żoną" - mówi jeden z powodzian. "Mieszkamy kątem u rodziców, nie da rady inaczej - on u swoich, ja u swoich. Syn nocuje kolegi" - wyjaśnia jego żona.
- Głosował z policyjną obstawą. Kto taki?
- Ponad 12,5 mln Polaków odebrało karty
- Tak głosowali kandydaci
- Prymas zagłosował jako pierwszy
- Więźniowie też głosują. I to jak!
- Na wybory? Najlepiej maluchem-drezyną!
- Białorusini i Litwini patrzą nam na ręce
- Taką urnę wystawił konsulat w Chicago
- Polscy żołnierze głosują w Afganistanie
- Mąż (nie) zaufania agitował w lokalu
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 23°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Lokal wyborczy, znajduje się na osiedlu Baczyńskiego, niedaleko huty szkła - osiedle to i zakład ratownicy i mieszkańcy uratowali przed powodzią. Do budynku przedszkola przy ul. Portowej 28 przeniesiono siedzibę Obwodowej Komisji Wyborczej nr 2, która mieściła się wcześniej w budynku Szkoły Podstawowej nr 3 przy ul. Flisaków - budynek szkoły został zniszczony podczas powodzi.
Mężczyzna w średnim wieku, pan Marcin zagłosował już o godz. 7. rano. Podkreślał w rozmowie z PAP, że udział wyborach to obowiązek. "Tak mnie rodzice wychowali i tak wychowałem swoje dzieci, też będą głosowały. Trzeba być patriotą, mimo nieszczęścia, trzeba liczyć, że będzie lepiej" - mówił.
O nowej siedzibie komisji wyborczej pan Marcin dowiedział się z obwieszczenia. Uratował dokumenty z powodzi, więc nie miał problemów z formalnościami przy głosowaniu. Jak mówił, podczas powodzi nie miał czasu zajmować się kampanią wyborczą - nie wpłynęła na jego decyzję przy urnie.
Jego dom, położony pół kilometra od lokalu wyborczego, przy ul. Lwowskiej, został zalany w 90 procentach - woda jeszcze w nim stoi. "Zostały tylko strychy, nie mam do czego wracać. Wcześniej zaczęliśmy z rodziną budowę nowego domu, tam mieszkamy. Do starego domu nie da się wrócić, za dużo nakładów" - ocenił pan Marcin.
70-letni pan Jerzy swoją sytuację po powodzi określił jako tragiczną - jego dom został całkowicie zalany, stoi w wodzie od czterech tygodni. Z chorą żoną mieszkają w wynajętym lokalu. Mimo wszystko uważa, że trzeba głosować. "Jeżeli nie będziemy wybierać swoich, to ktoś za nas będzie decydował. Żyję w Polsce i chcę decydować o tym kto rządzi" - podkreślał.
Młode małżeństwo, Danuta i Andrzej, w których domu wody nie ma dopiero od trzech dni - razem z dziećmi od miesiąca koczują u swoich rodziców - powiedzieli, że nie rezygnowali z głosowania podczas żadnych z wyborów. "Wydaje nam się, że to nasz obowiązek, niezależnie od tego jaką mamy sytuację, nigdy nie było tak, że nie głosowaliśmy" - mówiła pani Danuta.
Pan Jacek na głosowanie przyszedł z żoną Tamarą i 19-letnim synem Piotrem, który wziął udział wyborach po raz pierwszy w życiu."Najgorszą rzeczą jest nie przyjść głosować. Bez względu na trudną sytuację, można dojść i dojechać. Już nie ma takiego problemu z przemieszczaniem się, są utrudnienia, woda jest pompowana, ale są przejazdy" - mówił pan Jacek.
>>>Czytaj dalej>>>






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!