• ~To oczywiście bajka...
    (2013-06-02 17:50)
    @@~VON2013-06-02 17:46
    (...)
    RODZINA ZONY TO MORDERCY Z === UB !!!

    _ _ + + _ _

    "Zakochani są wśród nas..."

    To taka bajkowa opera albo operowa bajka z życia wielorybników:
    (oczywiście jest to tylko libretto bez muzyki, bo do kompozycji nie mam zdolności)

    Pewien dzielny i młody baron cygański dla kaprysu postanawia zostać wielorybnikiem i śmiało wypływa na szerokie wody, gdzie i wśród fal poznaje uroczego młodego kaszalota płci przeciwnej!

    Milość - oczywiście od pierwszego wejrzenia!
    Bo bez miłości - jak wiadomo - nie ma prawdziwej opery...
    Ani nawet prawdziwej bajki...

    Niestety - okazuje się, że owa kaszalocia pływa akurat po wodach terytorialnych pewnego potężnego mocarstwa, a młody i dzielny, lecz niedoświadczony baron cygański tylko się do tej chronionej strefy nieopatrznie i może nawet nieco pochopnie, nieświadomie i za daleko "zapuścił"...
    Razem z wąsami...

    Baron zapuścił się co prawda daleko i nieopatrznie, ale nasza bajkowo-operowa opatrzność najwyraźniej i tam nad nim czuwa, bo w dalszym ciągu libretta okazuje się, że rodzice naszej kaszaloci sprawują w strukturach tego mocarstwa pewne nie do końca jawne funkcje i wykonują w mętnych wodach sąsiedniej mrocznej i zdradliwej płycizny pewne (osnute baśniowym mrokiem tajemnicy służbowej) ruchy poszukiwawcze oraz inne czynności na rzecz imperium...
    Wyławiają mianowicie z owej płycizny rozmaite bezkształtne galaretowate meduzy, przenoszą je do podgrzewanej sadzawki, dokarmiają i śledzą ich rozwój, przy czym nieustannie poddają je odpowiednim procesom transformacji genetycznej i formacji ideologicznej, a w efekcie tej hodowlanej modyfikacji uzyskują dorodne, karne i zgrabne koniki morskie, które w zdyscyplinowanych szwadronach zaprzęgają następnie do cesarskich rydwanów...
    Podobna technologia i procedury były już dawno temu stosowane dla pozyskiwania szynki z kryla na skale przemysłową... ...więc można przyjąć, że w zależności od potrzeb da się z kryla lub meduzy wyhodować dowolny produkt końcowy!
    I oczywiście odwrotnie! Ale to całkiem inna historia...

    Rodzice wybranki bohatera naszego libretta okazują się w dalszym toku akcji mistrzami w swym rzemiośle i w wyniku kolejnych awansów zostają zaszeregowani do kategorii "poławiaczy pereł", a ich rola w strukturach imperium może się nawet od tego momentu jawić jako doniosła...
    Ale tak naprawdę - jak to w bajkach często bywa - to ludzie w istocie prości i poczciwi i muchy by nie skrzywdzili,
    Tym bardziej więc płomienna i szczera milość i nie mniej szczere zaangażowanie młodego barona pada na podatny grunt ich ufności i zrozumienia i pokonuje (jak to w bajce) wszystkie przeszkody, a ambicja, urok osobisty i wysokie urodzenie dopełniły reszty...

    Co będziemy cyganić - szybko okazało się, że baron, choć niby wielki pan, to jednak równiacha, poczciwina i swój chłop, więc szybko znalazł z rodzicami wybranki tak zwany wspólny język, a długie i szczere nocne rozmowy jasno wykazały, że nasz baron - choć niby z panów, ale przecież w istocie to baron taki bardziej cygański - nawet bigos jada - więc tak naprawdę to jednak ludzki pan, taki baron ludowy, jak z bajki, dzięki czemu oczywiście w duchu pryncypialny i świadomy, ale na ciele przaśny i oddany sprawie jak Pawlik Morozow...
    Więc nie żaden on tam cygański baron - tylko prawdziwy czerwony hrabia!
    Słowem - idealnie nadaje się dla przeprowadzenia transformacji czytelników Mickiewicza z okopów Świętej Trójcy do klubu czytelników Gombrowicza, a potem - jeśli zajdzie taka potrzeba - nawet w kierunku odwrotnym...

    Baron w toku akcji naszego libretta uparcie i odważnie zgłębia doniosłość mocarstwowych uwarunkowań światowej i regionalnej polityki imperium, studiuje wpływ wielorybów na kształtowanie świadomości klasy robotniczej i wpływy wielorybników wsród poławiaczy pereł (albo odwrotnie) oraz umacnia niekwestionowaną pozycję imperatorów wobec lenników, wiec mocarstwo - w osobach rodziców kaszaloci i nie tylko - w dowód uznania przychyliło młodej parze mocarstwowego nieba, które - choć czasem silnie zamglone - to jednak nawet wtedy może się podobać, a nawet być użyteczne... ...i tak dalej... ...i tak dalej... ...sami rozumiecie...
    ... a jak nie rozumiecie - to nie czytajcie bajek - wasza strata!

    Cmokierzy i malkontenci oraz szukacze dziury w całym czepiali się użytego tu przeze mnie słowa "zaangażowany" - i podejrzliwie po swojemu na gwałt się dopytywali:
    Przez kogo mianowicie zaangażowany!?
    W jakim celu zaangażowany?!
    Za ile zaangażowany!?

    No i tak w ogóle...

    Ale ja - dla zachowania niezbędnej w bajkach atmosfery niepewności, tajemnicy, a nawet pewnej grozy - powiem tylko, że dalsze czynności śledcze, w które zaangażowani byli rodzice naszej miłej kaszaloci, a także dalsze losy wspomnianych cmokierów - osnuwa oczywiście mrok tajemnicy służbowej, a na płyciźnie też można się niekiedy potknąć i utopić! Zwłaszcza bez swojej wiedzy i zgody!
    Więc nie radziłbym się zbyt natarczywie dopytywać czy wręcz zagłębiać! Bo można się dogrzebać do piachu...
    Ale to tylko takie didaskalia...

    Wesele (za wiedzą i zgodą kogo trzeba oraz z udziałem osób trzecich) odbyło się w ustalonym terminie i przebiegło jak należy...
    Oczywiście - tak jak zawsze - miód, wino, kapanie po brodach - normalnie, jak to w bajkach...

    Żyli długo i szczęśliwie, a imperium błogosławiło w dzieciach i dobrach wszelakich, a nawet w tak zwanych przypadkach krytycznych udzielało swego niezmierzonego i niedostępnego dla zwykłych obcokrajowców terytorium bez granic w celu wyeliminowania owych nie zawsze jak wiadomo życzliwych i pożądanych osób trzecich, na przykład nieproszonych gości z wesela czy innych niemiłych osobników spotykanych przez barona w trakcie tak zwanej doczesnej wędrówki... Wszystkich takich, którzy na przykład za wiele widzieli i na przykład nie wierzyli w bajki...

    I tak dalej, i tak dalej...

    Wprost boję się domyślać dalszego ciągu, bo świat baśni nie zawsze jest słoneczny, kolorowy i radosny, więc raczej - jako stary, wytrawny, lecz niestety nieco zapomniany i mało ostatnio czytany (a szkoda!) bajkopisarz - schowam na razie ten projekt do szuflady...
    To nie znaczy oczywiście, że zniechęcam Czytelników do samodzielnego rozwijania tego baśniowego wątku!
    Każdy przecież może zostać bajkopisarzem!
    Trzeba tylko kiedyś spróbować!

    /Andersen/
  • ~Leopold
    (2013-06-02 18:23)
    "Wielki patriota-katolik" ulubieniec "wojskówki"

    Dość często spotkać można opinię, że podczas internowania w Jaworzu. Rozbolał go ząb, poszedł do wojskowego dentysty, który był agentem informacji wojskowej i ten stomatolog zwerbował przyszłego prezydenta. Uważam, że to nieprawda. "Internat" w Jaworzu był bardzo specyficzny - wytwarzano tu "piękne życiorysy opozycyjne" ludziom, co do których komuniści mieli plany. Tu wykuwano elitę III RP (z niemal 10 letnim wyprzedzeniem!). Jest mała szansa, żeby do tego miejsca trafił przypadkowy, drobny opozycjonista. Komorowski który w latach 70 był nikim - kręcił się koło Macierewicza i ogrzewał w jego blasku. Wydaje się, że klucz do jego kariery leży w małżeństwie. Jego teściowie to byli funkcjonariusze podporządkowanego sowietom Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego.

    Mało kto wie, że wielodzietny katolik brał cichy ślub dopiero 5 lat temu. Chyba wtedy dostrzeżono w nim materiał na prezydenta katolickiego kraju.
  • ~Katolik
    (2013-06-02 18:00)
    Co za dziękczynienie? Za co? Za komedianta z Wadowic?
  • ~hiPOkryzja
    (2013-06-02 18:02)
    Komorowski: "Dla mnie chrześcijaństwo jest źródłem optymizmu"

    POwiedz to swojemu kumplowi z Biłgoraja!
  • ~au
    (2013-06-02 18:04)
    takie uliczne wyciieczki wplywaja na bezpieczenstwo mlodziezy o wtedy panowie w sutannach nie maja jak molestowac niewinne dzieci.
  • ~krzyżem po krzyżu
    (2013-06-02 18:07)
    Żelazna zasada watykańskiej camorry to : " pecunia non olet" . I dlatego niczemu już nie można się dziwić - słuchając naszych kuriewnych oszołomów i patrząc na wyczyniane przez ich szopki. Dla nich ideą jest to , że mogli , podzielić zezwłok tego Boboli jak rzeżnik wieprza , na milion kawałków, i wystawili na licytację . Gdyby wtedy był E-Bay i Allegro licytacja na nich też była by niezbędna ..Tak ,tak - tłumaczenia o wpływie relikwii na wiarę i wiernych to tylko kolejny etap mydlenia oczu otumanionej tłuszczy . Liczy się KASA , KASA I TYLKO KASA !
  • ~cytat z sieci
    (2013-06-02 18:10)
    Andrzej Bobola 16 maja 1657 w zamęcie konfliktów roznieconych przez powstanie Chmielnickiego dostał się we wsi Mohilno w ręce Kozaków. Zamęczony w okrutny sposób na śmierć w rzeźni w Janowie Poleskim przez Kozaków zazdrosnych o fakt, że nawracał osoby prawosławne na wiarę katolicką.
    Kult

    30 października 1853 został beatyfikowany, a 17 kwietnia 1938 kanonizowany przez papieża Piusa XI. 16 maja 1957 roku Pius XII promulgował encyklikę Invicti athletae Christi w trzechsetną rocznicę męczeństwa św. Andrzeja Boboli.

    Zmumifikowane naturalnie zwłoki Boboli przez długie lata otaczane były czcią w kościele parafialnym w Połocku. W 1922 bolszewicy zabrali je jako osobliwość (z racji dobrego stanu mumifikacji) do Gmachu Higienicznego Wystawy Ludowego Komisariatu Zdrowia. W maju 1924 relikwie – jako rodzaj "zapłaty" za pomoc w czasie głodu – przekazano Stolicy Apostolskiej. Od 17 czerwca 1938 znajdują się w Warszawie. 17 kwietnia 1988 złożono je w nowo wybudowanym Sanktuarium św. Andrzeja Boboli przy ul. Rakowieckiej.

    Anegdota o pewnym kozackim atamanie:

    Przypomina mi sie, jak za Chmielnickiego czarna sotnia na Ukrainie rezała paniw Lachiw!
    Wtedy jeden pijany w driebiezgi ataman rechotał, klaskał, bił sie po udach z uciechy i wrzeszczał na cale gardło:

    "Rezaj pana Lacha pomalenku - bo to był dobry pan!!!"

    Podobno - żeby pan Lach mniej cierpiał - poili go w miedzyczasie przednimi trunkami z jego własnej piwniczki, dokarmiali astrachanskim kawiorem i nawet przeprowadzali transfuzje, żeby sie za szybko nie wykrwawił!
    Podobno nawet w trakcie rezania dali rade zrobic saganek kaszanki i tylko czekali na flaki!
    Podobno sie doczekali...
  • ~widzący
    (2013-06-02 18:27)
    BRONEK!!! TY WAZELINIARZU
  • ~Tonino
    (2013-06-02 18:35)
    Komorowski się zapomina . On ma być strażnikiem konstytucji a nie relikwii . Ma być prezydentem Polaków a nie usłużnym lizusem episkopatu.
  • ~Katolik
    (2013-06-02 17:58)
    No i niemieckiemu klesze wchodzi w zadek. Żenujące. Co niemiecka "sutanna" może pleść o Polakach. Tfu.
Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut. Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.