Amerykanie szkolą antytalibskie milicje
W co najmniej 14 miejscach w Afganistanie amerykańskie siły specjalne rozpoczęły tajny program szkolenia antytalibskich milicji plemiennych. Sojusze z lokalnymi watażkami, którzy mają gwarantować bezpieczeństwo na pasztuńskim południu kraju, to efekt porażki programu budowy oficjalnej policji (ANP) i armii afgańskiej (ANA).
- Obama wyśle na talibów więcej Europejczyków
- NATO wyśle na wojnę kolejnych żołnierzy
- Obama zadzwonił, Tusk się zgodził
- Brytyjczycy: W Afganistanie nie wygramy
- Karzaj zaprzysiężony na drugą kadencję
- Obama ogłosi nową strategię ws. Afganistanu
- Brytyjczycy: Wycofać wojska z Afganistanu
- Terroryści znowu uderzyli. Zginęło 13 osób
- 1,3 miliarda złotych na afgańską wojnę
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Szkolenie milicji plemiennych - wzorowane na amerykańskich doświadczeniach w Iraku - opisał we wczorajszym wydaniu dziennik "Guardian". Źródła brytyjskiej gazety twierdzą, że Waszyngton przeznaczy na związane z nim wydatki aż 1,3 miliarda dolarów. Pomysł ma poparcie najważniejszych decydentów w USA oraz amerykańskiego dowódcy sił NATO w Afganistanie, wywodzącego się z sił specjalnych generała Stanley'a McChristala.
Założenia projektu są proste: Amerykanie chcą "wynajmować" oddziały podporządkowane lokalnym "komendantom" oraz starać się przewerbować dotychczasowych stronników talibów. Do każdego z takich oddziałów dołączą członkowie sił specjalnych USA, którzy będą je szkolić i nadzorować ich działanie.
Jak przekonują walczący pod Hindukuszem żołnierze NATO dziś większość rebeliantów współpracuje z talibami nie z powodów ideologicznych tylko dla pieniędzy. A oferta złożona przez Amerykanów może znacznie uszczuplić szeregi fundamentalistów. Dla niezwiązanych trwałymi sojuszami z talibami Pasztunów zmiana patrona nie stanowi większego problemu.
Krytycy wskazują jednak, że również Amerykanie nie mogą liczyć na długotrwałą lojalność nowopowoływanej siły zbrojnej. Ich zdaniem "proamerykańskość" milicji skończy się wraz z obcięciem funduszy na ich opłacanie.
- Nie jest jeszcze jasne, co dokładnie się dzieje, ale starszyzna rodowa ma w oczach wyłącznie dolary i większość jej członków chce się koniecznie zakwalifikować do programu - twierdzi jeden z rozmówców Guardiana, który przygląda się planom USA w prowincji Paktia.
Zdaniem analityków efektem programu Amerykanów będzie powstanie pod Hindukuszem czwartej - obok zachodnich kontyngentów, afgańskiej armii i talibów - siły, która w chwili, gdy NATO postanowi wycofać się, zostanie bez pieniędzy, za to doskonale uzbrojona i chętna do uprawiania polityki za pomocą AK-47. Eksperci porównują sytuację do pierwszej połowy lat 90., kiedy to kraj opanowały niewielkie, ale nie przyjmujące od nikogo rozkazów, grupy zbrojne.
Ich głównym zajęciem było "panowanie" na niewielkim terytorium (dystryktu lub kilku dystryktów) i zbieranie "podatków" na lokalnych drogach. Bezprawie, jakie panowało wówczas w całym kraju, przyczyniło się do tego, że Afgańczycy udzielili poparcia talibom, którzy jako jedyni byli w stanie zagwarantować względną stabilizację i ograniczyć samowładztwo milicji.

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!