Żona premiera bełkotała na Twitterze
"Fvdfzsrsazxzzxcvbnmadgfhjjkqwrtyuuuiop" - ten intrygujący wpis pojawił się niedawno na profilu, jaki Sarah Brown założyła sobie na Twitterze. W mediach zawrzało, a służby specjalne zaczęły się zastanawiać, czy za tym dziwnym bełkotem nie stoi przypadekim jakiś zuchwały haker. Prawda okazała się jednak zupełnie inna...
- "Jestem na zebraniu zarządu. Ronię"
- Kocha Facebook bardziej niż żonę?
- Mądrzył się w sieci i popracuje w serialu
- Miley, wróć na Twittera! Albo zjem kota!
- Nasza-klasa będzie w komórkach
- Lindsay Lohan ukrywa nagi biust za misiem
- Korzystanie z Twittera kosztuje miliardy
- "Gazety się kończą, czas na internet"
- Już ponad milion Polaków ćwierka w sieci
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Dopiero we wtorek premier wyjaśnił, że sprawcą zamieszania był jego trzyletni syn, któremu udało się stworzyć i wysłać wiadomość. "W zeszłym tygodniu osoby, śledzące na Twitterze moją żonę Sarah, otrzymały niezrozumiały komunikat, który mój najmłodszy syn wystukał na klawiaturze naszego komputera, naciskając <enter>, gdy żony nie było w pobliżu" - wyjaśnił Gordon Brown.
Już godzinę po ukazaniu się dziwnego komunikatu biuro premiera zostało wręcz zalane pytaniami od dziennikarzy, którzy chcieli wiedzieć, czy nie jest to atak hakerów; nie zabrakło teorii spiskowych.
Premier przyznał, że brak kontroli nad komputerem był błędem.
Natomiast Sarah Brown zapewniła - oczywiście na mikroblogu, ale tym razem we własnym komunikacie - że "w przyszłości będzie wyłączać komputer, gdy nie będzie go używać".




































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!