Co z Polańskim? Amerykanie nie zdecydowali
Przed sądem apelacyjnym w Los Angeles odbyło się przesłuchanie w sprawie wniosku obrony Romana Polańskiego, która domaga się oddalenia jego sprawy mimo nieobecności reżysera w USA.
- Polański wyszedł, ale nie do domu
- Strażnicy byli dla Polańskiego jak służba
- Polański pozywa. Chce 40 tysięcy euro
- Adwokaci: Nie ścigajcie Polańskiego
- Milion dolarów za zdjęcie Polańskiego
- Polański z obrożą przyjechał do domu
- Obrońcy Polańskiego przegrali. Triumf USA
- Roman Polański uzbierał na kaucję
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
W czasie półtoragodzinnego przesłuchania adwokaci Polańskiego dowodzili, że naruszenia praworządności w czasie jego procesu o gwałt w 1978 roku były tak wielkie, iż nie powinno się w jego wypadku stosować prawa mówiącego, że oskarżony, który uciekł, nie może dochodzić swoich racji, dopóki nie wróci do USA i nie odda się w ręce sprawiedliwości.
Polański zbiegł w 1978 roku do Europy po przyznaniu się do winy i przed ogłoszeniem wyroku. Oprócz gwałtu na 13-letniej Samancie Gailey ciąży teraz na nim również zarzut ucieczki przed wymiarem sprawiedliwości.
Reżyser został aresztowany w Szwajcarii pod koniec września i władze tego kraju rozpatrują wniosek prokuratury USA o jego ekstradycję. Przebywa obecnie w areszcie domowym.
Trzyosobowy zespół sędziowski w sądzie apelacyjnym nie wydał w czwartek orzeczenia, czy sprawa ma powrócić na wokandę stanowego Sądu Najwyższego w Kalifornii. Sędzia tego sądu Peter Espinoza wydał w lecie orzeczenie, że wprawdzie w sprawie Polańskiego naruszono praworządność, ale sprawa nie może być umorzona, dopóki reżyser nie wróci do USA.
Adwokaci Polańskiego wnieśli wniosek o umorzenie, powołując się na telewizyjny film dokumentalny "Roman Polanski: Wanted and Desired", w którym jeden z prokuratorów prowadzących jego sprawę w 1977 roku powiedział, że prokuratura starała się wpłynąć wtedy na sędziego.
Z filmu wynikało też, że prowadzący sprawę sędzia Laurence Rittenband kierował się głównie tym, jak będzie oceniany przez media, i wycofał się z uprzednio zawartej umowy z adwokatami o pobłażliwym potraktowaniu Polańskiego. Później jednak wspomniany prokurator wycofał się ze swych oświadczeń. Sędzia Rittenband nie żyje.
Czytaj dalej >>>




































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!