W Kosowie zabijano i wyrzynano Serbom nerki?
Serbia posiada nowe dowody i zeznania czterech nowych świadków, potwierdzające handel organami pobranymi od serbskich więźniów z Kosowa, przetrzymywanych na północy Albanii w trakcie i po wojnie 1998-1999 - poinformował w Belgradzie serbski prokurator ds. zbrodni wojennych.
- Powódź wygnała z domów setki Serbów
- Złapali dowódcę "Czarnych łabędzi"
- Zbrodniarz wojenny spokojnie mieszka w Serbii?
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 23°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Posiadamy nowe dowody, które przekażmy wysłannikowi Rady Europy Dickowi Marty'emu, zanim zostaną upublicznione" - powiedział serbskiej agencji Beta prokurator Vladimir
Vukcević. Dodał, bez podawania szczegółów, że jego biuro przedstawi też czterech nowych świadków.
"Na tym etapie, chcemy po prostu udowodnić popełnienie tej tak potwornej zbrodni i istnienie handlu organami ludzkimi, jednak jesteśmy wciąż daleko od ustalenia osób
odpowiedzialnych" - podkreślił.
W sierpniu br. Marty przebywał w Serbii, Kosowie i Albanii, gdzie badał zasadność oskarżeń dotyczących domniemanego handlu organami więźniów serbskich. Miały one być pobrane od prawie 500
Serbów, schwytanych w Kosowie i przewiezionych do Albanii przez kosowskich bojowników.
Organy miały być sprzedane za granicę, a jeńcy - zabici. Wśród ofiar mieli być także Romowie i Albańczycy z Kosowa.
Afera ujrzała światło dzienne w ubiegłym roku wraz z pubikacją wspomnień byłej prokurator trybunału ONZ ds. zbrodni w dawnej Jugosławii Carli Del Ponte. Zażądała ona od Rady Europy
ponownego zajęcia się sprawą, która była przedmiotem dochodzenia jej służb pięć lat wcześniej.
W sierpniu Albania oświadczyła, że jest otwarta na wszelkie postulaty śledztwa w sprawie domniemanego handlu organami serbskich więźniów, które byłoby zgodne z kryteriami międzynarodowych
konwencji.
Z kolei prezydent i premier Kosowa, Fatmir Sejdiu i Hashim Thaci, kilkakrotnie odrzucali te oskarżenia. Organizacja obrony praw człowieka Human Rights Watch twierdzi jednak, że informacje
dostarczone przez źródła pani Del Ponte są wiarogodne i uzasadniają wszczęcie śledztwa.
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!