Zlecił kradzież napisu, bo chciał sławy?
Były neonazista Anders Hoegstroem, związany ze sprawą kradzieży napisu z byłego hitlerowskiego obozu zagłady Auschwitz, chciał zdobyć sławę i pieniądze - twierdzi jego kurator. Hoegstroem prawdopodobnie liczył, że zapłacą mu... głodne sensacji tabloidy.
- List gończy za kradzież napisu z Auschwitz
- Wkrótce akt oskarżenia dla złodziei tablicy
- Areszt za zlecenie kradzieży tablicy
- Zarzut dla Szweda po kradzieży w Auschwitz
- "A gdyby Żyd ukradł napis z Oświęcimia?"
- Nagroda za tablicę do podziału na dwóch
- Neonazista sam wsypał złodziei tablicy
- To pewne. Szwed zamieszany w kradzież napisu
- Szwedzi juz mają dokumenty ws. Auschwitz
- Zleceniodawca kradzieży był w Auschwitz
- Tablica "Arbeit macht frei" wróciła do muzeum
- Szwed zlecił kradzież. Odpowie w Polsce
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 23°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Zdaniem kuratora Larsa-Goerana Wahlstroema terrorystyczne organizacje neonazistowskie, które miały stać za sprawą, to blef. Sobotnie popołudniówki "Aftonbladet" oraz "Expressen" publikują duże artykuły na temat motywów, jakimi mógł kierować się Hoegstroem, angażując się w sprawę kradzieży napisu z Auschwitz.
"Chciał sprzedać wywiady, stać się sławny. Anders pomyślał, że będzie to przestępstwo stulecia, a media same będą się do niego zgłaszać" - mówi Wahlstroem, milioner, przyjaciel oraz kurator Hoegstroema, który w przeszłości również posądzany był o wspieranie neonazistów.
Według kuratora Anders był w Polsce zanim skradziono napis. Został zaproszony na wesele przez Polaka, który wcześniej pracował u Wahlstroema w Szwecji, a teraz jest jednym z głównych podejrzanych. Wahlstroem sugeruje, że Polak mógł zrozumieć, że Hoegstroema ma na napis kupców.
"Anders fantazjował" - tłumaczy Wahlstroem. Twierdzi on również, że dyskusja na temat tajnych organizacji neonazistowskich, które miałyby zapłacić za łup i przeprowadzić akcję terrorystyczną na budynek szwedzkiego rządu i parlamentu, to bzdura.
"Aftonbladet" pisze, że nie wiadomo, czy Wahlstroem zostanie przesłuchany w całej sprawie. W piątek dziennikarze gazety odnaleźli go w domu na Archipelagu Sztokholmskim.
Z kolei "Expressen" ujawnia, że Hoegstroem anonimowo skontaktował się z redakcją i w zamian za informacje o skradzionym napisie, chciał otrzymać pieniądze. Gazeta jednak miała odmówić i skontaktowała Szweda m.in. z polską policją.
"Expressen" sugeruje, że Hoegstroemowi mogła zapłacić konkurencja, czyli "Aftonbladet". To właśnie w tej gazecie ukazało się najwięcej szczegółów dotyczących całej sprawy. Jan Helin, redaktor naczelny gazety, jednak zaprzeczył, jakoby dziennikarze płacili Szwedowi za wywiad.
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!