Minister spraw wewnętrznych Alan Johnson podkreślił jednak, że brytyjski wywiad nie posiada żadnych wskazówek, aby przypuszczać, że zamach jest nieuchronny, co uzasadniałoby podniesienie stopnia zagrożenia do najwyższego - "krytycznego".

Od lipca ubiegłego roku do piątku zagrożenie terrorystyczne oceniano jako "znaczne" (3. stopień), co oznaczało, że atak uważano za możliwy.

Londyn nie podał konkretnych powodów podniesienia oceny. "Centrum Analiz Zagrożenia Terroryzmem (JTAC) nieustannie rewiduje stopień niebezpieczeństwa i decyduje się na jego zmiany na podstawie szerokiego spektrum czynników, w tym zamiarów i potencjału międzynarodowych grup terrorystycznych na terenie Wielkiej Brytanii i za granicą" - oświadczył szef MSW.

Podkreślił również, że zmiany oceny zagrożenia nie należy wiązać z żadnym konkretnym incydentem, jak np. nieudaną próbę zamachu na samolot linii Northwest z Amsterdamu do Detroit 25 grudnia 2009 r. 23-letni Nigeryjczyk Umar Faruk Abdulmutullab, który próbował zdetonować na pokładzie ładunek wybuchowy, do października 2008 r. studiował w Londynie.

Agencja Reutera przypomina, że 27 stycznia w Londynie odbędzie się międzynarodowa konferencja dotycząca Jemenu, a dzień później dotycząca Afganistanu. W drugim spotkaniu udział wezmą m.in. afgański prezydent Hamid Karzaj, sekretarz generalny ONZ Ban Ki Mun, sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen oraz sekretarz stanu USA Hillary Clinton.