Rajendra Pachauri to najsłynniejszy w dzisiejszym świecie naukowiec, który cieszy się statusem celebryty. I chociaż nie ma wybijającego się dorobku naukowego, a pracę dowodzonego przez niego ONZ-towskiego Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatycznych (IPCC) ocenia się coraz gorzej, Pachauri regularnie trafia do zestawień najbardziej wpływowych intelektualistów świata. Niedawno magazyn Foreign Policy umieścił go dokładnie między Barackiem Obamą a Hillary Clinton. Sceptycy w głowę zachodzą, jak przeciętnemu inżynierowi udała się taka kariera.

W ostatnich miesiącach media co chwilę obwieszczały jakąś nową "climategate". Raz to wielkie nadużycie naukowców z Anglii, innym razem mocno przeszacowane dane w sprawie lodowców. Za każdym razem musiał się tłumaczyć Pachauri. Ale jak dotąd włos z głowy mu nie spadł. "On ma w Indiach status półboga. Za każdym razem, kiedy widzę go w telewizji, dziennikarz zachowuje się, jakby dostał się na audiencję u papieża, ledwo przełamuje tremę" - stwierdza Radha Rajan, studentka z New Delhi.

Pierwsze były lokomotywy

Rajendra Kumar Pachauri urodził się 70 lat temu w Delhi w rodzinie naukowców. Studiował na dwóch prestiżowych indyjskich politechnikach w Lucknow i Biharze, praktyczne doświadczenie zdobywał w fabryce lokomotyw. Kolejny dyplom uzyskał na stanowym uniwersytecie Karoliny Północnej. To tam zresztą w połowie lat 70. podjął pracę naukową na wydziale ekonomii i zarządzania. Do Indii wracał w 1981 r. na fali odzyskiwania przez trzeci świat swoich najzdolniejszych uciekinierów przez proponowanie im lukratywnych posad w ojczyźnie. Oprócz objęcia kilku prestiżowych katedr na lokalnych uczelniach zaczął też doradzać takim firmom jak Pegasus Capital Advisors, Chicago Climate Exchange, Deutsche Bank oraz Toyocie.

Z takim CV Pachauri stał się w 2002 r. idealnym kandydatem na stanowisko szefa IPCC, którego głównym zadaniem jest publikowanie regularnych raportów na temat wyzwań ekologicznych, którym próbuje sprostać ONZ. Ale kulisy jego nominacji nie bardzo dzisiaj pasują do wizerunku czołowego ekologa świata, głównego rycerza krucjaty przeciw globalnemu ociepleniu, tym bardziej nie przystają też do etykietki guru lewicy. "Pachauri dostał tę pracę, bo wskazał na niego ówczesny amerykański prezydent George W. Bush, który przecież robił wszystko, by utrącić protokoły z Kioto (światowe porozumienie w sprawie redukcji emisji gazów cieplarnianych - red.). Ekolodzy przywitali hinduskiego naukowca nadzwyczaj chłodno. O ironio, jego najsurowszym krytykiem okazał się Al Gore" - stwierdza Gordon Thomson z Agencji Reutera. Były wiceprezydent USA napisał nawet artykuł dla New York Timesa, w którym nazwał Pachauriego zakładnikiem interesów wielkiego biznesu, w dodatku nieprzychylnym Ameryce. Hinduski naukowiec stanowczo się odciął, uznając słowa byłego wiceprezydenta za atak na cały ONZ.

czytaj dalej


Waśnie obydwu panów zakończyły się w dniu, w którym Pachauri stał się sławny na cały świat. W październiku 2007 r. Komitet Noblowski w Oslo przyznał Gore’owi i IPCC Pokojową Nagrodę Nobla za ich wspólne wysiłki - jak to nazwano - w walce ze zmianami klimatycznymi, którym winien jest człowiek. Pachauri zdominował uroczystość odebrania lauru, wygłaszając płomienną mowę. Przywołał hinduistyczną filozofię, opowiadając w patetycznych słowach o równowadze we wszechświecie budowanej tak, jak to się robi w rodzinie. To wtedy wyrósł na medialnego eksperta numer jeden od spraw globalnego ocieplenia. Z czasem przyćmił też gwiazdę Ala Gore’a.

Skromność naukowca musiała z czasem ustąpić urokom życia celebryty. Szef IPCC zamieszkał w dzielnicy Golf Links w New Delhi, jednym z najbardziej prestiżowych osiedli w całych Indiach, nieopodal historycznych budynków parlamentu, Sądu Najwyższego i symbolicznej Bramy Indii. Najskromniejszy domek lub apartament w nowoczesnym bloku kosztuje tam co najmniej milion dolarów. Doktor Pachauri wybrał jednak 350-metrową willę, którą dzieli tylko z żoną, bo dwie dorosłe córki dawno opuściły rodzinne gniazdo. Młodsza z nich, Shonali - także z doktoratem z inżynierii - podobnie jak ojciec angażuje się w sprawy walki z globalnym ociepleniem. "To są niby niezależnie od siebie robione kariery, ale Shonali, pracując dla projektu Population and Climate Change Programme, często powołuje się na analizy prowadzonego przez ojca ośrodka, więc ich krytycy nazywają ich <firmą rodzinną> albo <Pachauri i córka>" - opowiada nam Avisheh Dastidar, dziennikarz Hindustan Times.

Nie minęły dwa miesiące od fiaska konferencji klimatycznej w Kopenhadze, a wybuchła kolejna bomba. IPCC musiał przeprosić za mylne dane opublikowane w raporcie z 2007 r., w którym ostrzegano, że lodowce w Himalajach mogą się roztopić do 2035 r. W enigmatycznym oświadczeniu podano, że raport przygotowano, lekceważąc odpowiednie standardy dowodowe oraz marnie go uzasadniając. Poinformowano także, że według pierwotnych badań naukowcom chodziło najpewniej o rok... 2050. Ale IPCC od razu ruszył też do ofensywy. Przyznał się do błędu, ale z jeszcze większym niż dotąd impetem zapewnił, że topnienie lodowców zagraża części świata, którą zamieszkuje jedna szósta całej ludzkiej populacji.

W imieniu Panelu głos zabrał jego przewodniczący. "Teoretycznie, powiedzmy, pomyliliśmy się co do jednej liczby, ale nie sądzę, by miało to wpływ na przytłaczające dowody naukowe pokazujące, co dzieje się z klimatem na Ziemi" - stwierdził podczas konferencji prasowej. Tymczasem na forum ONZ od razu pojawiły się głosy wzywające Pachauriego do dymisji. "Rezygnacji nie złożę, bo zostałem wybrany przez aklamację, z bezwzględnym poparciem wszystkich" - odciął się Pachauri.

czytaj dalej


Wegetarianin uległ dolarowi

Na początku grudnia nad IPCC także wisiały czarne chmury, kiedy okazało się, że ze współpracującego z Panelem prestiżowego ośrodka badawczego Climate Research Unit na University of East Anglia wykradziono e-maile, które mają jakoby świadczyć, że naukowcy zajmujący się globalnym ociepleniem manipulowali danymi. DGP rozmawiał wtedy z Pachaurim o rzetelności raportów na temat globalnego ocieplenia. Szef IPCC bronił ich zaciekle, chociaż przyznał, że nie zamiecie sprawy pod dywan. Ale powiedział nam też wówczas: "Za szybko topnieją lodowce w Himalajach, a tam swoje źródła ma większość północnoindyjskich rzek. Szybko może zacząć brakować wody. Dalej - podnosi się poziom morza, co w połączeniu z okresowymi, coraz częstszymi cyklonami grozi zagładą takim miastom jak Kalkuta, czy stolica Bangladeszu Dakka. Jeżeli Bengalczycy ucierpią na swojej ziemi, będą masowo uciekać do Indii. A to spowoduje katastrofę demograficzną" - stwierdził.

Pachauri zawsze próbuje uciekać do przodu. Chociaż przed kilkoma tygodniami tak stanowczo upierał się przy zagrożeniu wynikającym z topnienia lodowców, dziś twierdzi, że w połowie stycznia sam odkrył błąd i zweryfikował poglądy. Przebieg całej jego kariery pokazuje, że naukowiec zawsze znakomicie dostosowywał się do okoliczności, w jakich postawił go los.

Ale kontrowersje wokół rzetelności naukowej profesji Pachauriego już wcześniej dzieliły świat polityki. Słynny Hindus jest bowiem równolegle zatrudniony przez jeden z najbardziej znanych koncernów TATA. Szef IPCC przewodzi ośrodkowi badawczemu, stworzonemu w ramach tej firmy zwanym TATA Energy Research Institute (TERI). Tymczasem w 2007 r. indyjski potentat, produkujący m.in. najbardziej ekonomiczny samochód świata, kupił brytyjską hutę stali Corus Group. Po dwóch sezonach potężnych strat właściciel chce ją zamknąć. Ale Corus Group dysponuje wartymi ponad 650 mln dol. prawami do emisji gazów cieplarnianych, z których najpewniej nie zdąży już skorzystać, więc wystawi je na sprzedaż. Zatem walka, jaką podejmuje Pachauri o limity emisji, przynosi korzyść przedsiębiorstwu, w którym pracuje. "Chociaż Pachauri jest zaangażowanym w ochronę przyrody naukowcem, w dodatku surowym wobec siebie wegetarianinem, to nie jest to pierwszy przypadek, kiedy z gruntu szlachetna postać uległa wszechmogącemu dolarowi" - stwierdza Andrew Revkin z New York Timesa.