Białoruś szykuje wielką prywatyzację
Na Białorusi rozpoczynają się przygotowania do fali prywatyzacji państwowych zakładów. W grę wchodzą największe banki, firmy maszynowe i branża telekomunikacyjna, zaś głównym doradcą rządu w Mińsku w tym procesie ma być finansowe imperium Rotschildów. Inwestorami według naszych ustaleń będą koncerny z Europy Zachodniej, głównie z Niemiec i Skandynawii.
- Zagranica chce inwestować w Polsce
- Unia pozwoli marynarzom dzwonić do domu
- Męska rozmowa Sikorskiego z Łukaszenką
- Prezydent wzywa Unię do solidarności
- Polacy na Białorusi tracą Dom w Iwieńcu
- Młodzi Białorusini popierają Polaków
- Grupa Wyszehradzka razem o Białorusi
- Bruksela zwleka z rezolucją ws. Białorusi
- Łukaszenka rozpoczyna kampanię zastraszania
- Spokój Białorusi wobec protestów z Polski
- Ambasada Białorusi: Podzieliliście Polaków!
- Borys dziękuje prezydentowi za poparcie
- PiS chce sankcji dla Białorusi
- Rząd sprzedaje Ruch
- Stolica prywatyzuje ciepłownię
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Sprzedając udziały firmom zachodnim, Aleksander Łukaszenka chce pozyskać 2,7 mld dolarów, załatać dziurę budżetową i utrzymać białoruską stabilizację gospodarczą do wyborów prezydenckich w 2011 r.
"Chcemy nie tylko uzyskać w miarę dokładną ocenę prywatyzowanych przedsiębiorstw, ale też czegoś się od was nauczyć" - mówił prezydent Aleksander Łukaszenka po piątkowym spotkaniu z Ariel de Rotschild, dyrektor zarządzającą grupą Rotschild. Wybór Mińska nie jest przypadkowy: tamtejszy rząd współpracował już z Rotschildami przy sprzedaży Biełprambudbanku rosyjskiemu Sbierbankowi. Informacje o piątkowym spotkaniu w sprawie białoruskich prywatyzacji opublikowały wczoraj rosyjskie media.
Białorusini najwyraźniej zaczęli się spieszyć. Jeszcze w 2008 r. rząd hucznie ogłaszał zamiary sprzedaży 519 kontrolowanych przez państwo przedsiębiorstw. W ubiegłym roku jednak udało się zrealizować zaledwie 12 proc. rocznego planu, zaś jedyną poważniejszą transakcją była właśnie sprzedaż Biełprambudbanku Rosjanom. W tym roku zgodnie z zapewnieniami premiera Siarhieja Sidorskiego Białorusini mają pozyskać inwestycje warte 2,7 mld dol. "Liberalizacja gospodarki, w przeciwieństwie do politycznej, będzie kontynuowana" - mówi nam Aleś Michalewicz, możliwy kontrkandydat Łukaszenki w wyborach w 2011 r.
Skąd to prywatyzacyjne przyspieszenie? Do tej pory różnego rodzaju rosyjskie ulgi energetyczne dla Białorusi sięgały 10 proc. PKB, zaś białoruskie rafinerie pracujące na rosyjskim surowcu były źródłem 10 proc. całości dochodów podatkowych. Nowa - mniej korzystna - umowa ze stycznia 2010 r. podkopała fundamenty białoruskiego cudu gospodarczego, prowadząc do powstania dziury budżetowej, która według szacunków MFW może z końcem roku urosnąć do 2 mld dolarów. M.in. dlatego w styczniu wpływy do budżetu były o 200 mld rubli białoruskich (200 mln zł) niższe od zaplanowanych, drastycznie spadają też rezerwy walutowe (w styczniu o 6,7 proc.). Jeśli Łukaszenka chce zachować małą stabilizację i standardy socjalne do wyborów, musi szybko znaleźć źródła finansowania. Z jednej strony stara się więc o kolejne kredyty z MFW. Z drugiej - liczy na wpływy ze sprzedaży zakładów.
Po spotkaniu z de Rotschild Łukaszenka mówił ogólnikowo o "pięciu - siedmiu projektach". Analitycy spekulują, że w grę mogą wchodzić trzy duże banki, telekomunikacja, sektor maszynowy (producent specjalistycznych maszyn BMS oraz samochodów MAZ i BiełAZ, o których wspominał w tym kontekście szef Państwowego Komitetu ds. Majątku Białorusi Ryhor Kuźniacou) i produkcja żywności.
Aby je sprzedać, wcześniej trzeba mieć kupca. To tym trudniejsze, że wiele z prywatyzowanych firm jest w kiepskiej sytuacji. Choćby producent ciężarówek i autobusów MAZ. Aby uniknąć upadku, zarząd firmy skrócił właśnie miesiąc pracy do 17 dni i planuje zwolnić 5 tys. osób. Produkcja drastycznie spada (o 70 proc. od 2008 r.), jednak jest to w równym stopniu wina kryzysu, jak i archaicznego sposobu zarządzania. Na jednego robotnika przypada tam ośmiu inżynierów czy techników. Na Zachodzie ten stosunek waha się od 1:1 do 1:4. W innej sytuacji Mińsk mógłby liczyć na pomoc niemieckiego MAN, z którym MAZ blisko współpracuje. Teraz trudno będzie Niemców przekonać do inwestycji.
czytaj dalej

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!