Grecja zagraża czemuś więcej niż euro
Wraz z nasilaniem się greckiego kryzysu powszechnie przyjęło się uważać, że korzenie problemu tkwią w samym projekcie wspólnej europejskiej waluty. W rzeczywistości jest jeszcze gorzej. Grecki kryzys dotyka samej podstawy, na której przez ostatnie 60 lat budowano europejską jedność. Zagraża nie tylko euro, ale całemu gmachowi Unii Europejskiej.
- Niemcy do Greków: Sprzedajcie nam wyspy!
- "Grecka tragedia"
- Jak Grecja oszukiwała Unię
- Złoty uchronił się przed greckim kryzysem
- Wielkie greckie oszczędności
- Wielka Brytania będzie nową Grecją?
- Unia chce odebrać władzę rządom
- Bruksela do Greków: Oszczędzajcie!
- Legendarny inwestor: To koniec euro
- Trudno zarobić na kryzysie
- Grecy już wiedzą, jak uniknąć bankructwa
- Strefa euro gospodarczo zamarła
- Hiszpanie nie chcą oszczędzać
- Tak Unia chce zostać potęgą
- Unia chce superaudytu gospodarczego
- Grecy pobili się z policją o plany rządu
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Zagrożenie polega na tym, że jeżeli w odpowiedzi na grecki kryzys UE nie zrobi politycznego kroku naprzód, to się cofnie - i długi proces integracji europejskiej może zacząć się pruć.
UE, zawsze gdy chciała wywołać efekt polityczny, działała metodą ekonomicznych faktów dokonanych. Od lat 50. przeszła godną podziwu drogę od skromnej wspólnoty węgla i stali do wspólnego rynku i wreszcie do unii 27 państw z własnym parlamentem, sądem najwyższym i polityką zagraniczną.
Jacques Delors, który jako przewodniczący Komisji Europejskiej w latach 80. nadzorował tworzenie wspólnego rynku, powiedział szczerze: "Nie jesteśmy tu tylko po to, żeby stworzyć wspólny rynek - to mnie nie interesuje - ale unię polityczną". Stworzenie wspólnego rynku oznaczało wielką ekspansję europejskiego prawa i związaną z tym głęboką erozję narodowej suwerenności.
To samo polityczne myślenie legło w latach 90. u podstaw projektu wspólnej europejskiej waluty. Jak pisał niedawno Tomasso Padoa-Schioppa, były członek rady dyrektorów Europejskiego Banku Centralnego: "Ojcowie założyciele chcieli, by euro było przede wszystkim krokiem w stronę unii politycznej".
Ten trend w kierunku unii politycznej nasilił się wraz z końcem zimnej wojny. Francja obawiała się, że zjednoczone Niemcy mogą po raz kolejny zdominować Europę. Francuską odpowiedzią było wkomponowanie Niemiec w europejską konstrukcję poprzez stworzenie wspólnej waluty. Niemiecki rząd chętnie to zaakceptował w zamian za obietnicę znaczącego przyspieszenia integracji politycznej w Europie.
Gerhard Schroeder, który był kanclerzem Niemiec, gdy pierwsze banknoty euro pojawiły się w bankomatach, wierzył, że unia monetarna wymaga "zdecydowanych kroków w kierunku unii politycznej". Niektórzy, jak Romano Prodi, następca Delorsa na stanowisku przewodniczącego Komisji, uważali nawet, że ewentualny kryzys w strefie euro może przyspieszyć te zdecydowane kroki.
Teraz kryzys się wydarzył i zdecydowanie domaga się wielkich politycznych kroków, które przewidywali ojcowie założyciele. Logiczną polityczną reakcją na niewypłacalność Grecji - i zagrożenie podobnymi kryzysami w Hiszpanii, Portugalii, a nawet Włoszech - byłoby stworzenie wspólnych europejskich podatków i mechanizmu wielkich transferów fiskalnych pomiędzy państwami UE.
czytaj dalej

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!