Janukowycz jedzie zakończyć gazowe wojny
Wizyta Wiktora Janukowycza w Moskwie jest pierwszym krokiem na drodze do powołania międzynarodowego konsorcjum do zarządzania ukraińskimi gazociągami. Realizacja pomysłu Kijowa niemal do zera zminimalizuje ryzyko wybuchu nowych wojen gazowych, których konsekwencją było odcięcie dostaw rosyjskiego surowca do Europy - przekonują zwolennicy konsorcjum.
- Tymoszenko jednoczy opozycję
- Rząd chce zmienić umowę gazową
- Na Ukrainie oficjalny tylko język ukraiński
- Janukowycz wybrał Brukselę, a nie Moskwę
- Wielki bunt klientów Gazpromu
- Parlament zdymisjonował rząd Tymoszenko
- Ukraina nie chce rosyjskiej unii celnej
- Janukowycz nowym prezydentem Ukrainy
- Janukowycz, czyli powrót straceńca
- Polska tłumaczy się Unii z umowy gazowej
- Ukraina ma nowego premiera i nowy rząd
- Austria też będzie budować South Stream
- "Ukraińska gra o ogromną stawkę"
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Jego powstanie oznacza również, że po raz pierwszy państwa i koncerny z UE będą miały wpływ na infrastrukturę energetyczną na terenie byłego ZSRR.
Pomysł Janukowycza jest dość klarowny: aby Ukraina utrzymała status państwa tranzytowego, należy powołać konsorcjum, w którym udziały zostaną podzielone po jednej trzeciej dla Rosji (Gazprom), Unii Europejskiej (stroną umowy o konsorcjum mają być rządy lub koncerny, wymieniany jest niemiecki E.ON Ruhrgas i francuski Gaz de France) i Ukrainy (UkrTransGaz, czyli operator gazociągów). W zamian Kijów oczekuje od UE pieniędzy na modernizację swoich gazociągów, co pozwoli zwiększyć ich przepustowość (wg planu Janukowycza przedstawionego podczas wywiadu dla CNN do 200 mld m sześc., czyli o 60-80 mld m sześc.). Warunkiem jest również rezygnacja Rosji z budowy kosztownego gazociągu południowego omijającego Ukrainę pod Morzem Czarnym, co zapewnia Kijowowi utrzymanie roli państwa tranzytowego i ważnego gracza w Europie.
Według Janukowycza korzyści z takiego porozumienia będą mieli wszyscy: Bruksela zyska wgląd w to, ile gazu płynie i jest magazynowanego na Ukrainie, co zwiększy bezpieczeństwo jego dostaw na Zachód; Ukraina zarobi na opłatach tranzytowych, po tym jak zwiększy się przepustowość gazociągów i będzie mogła regulować zobowiązania za surowiec wobec Gazpromu (Janukowycz chce gwarancji od Rosjan, by rocznie przesyłali co najmniej 100 mld m. sześc. gazu), z kolei Moskwa zaoszczędzi na budowie South Stream i zyska pewność, że Ukraińcy nie podkradają surowca z rury (przy obecnych niskich cenach gazu taka inwestycja jest rzeczywiście nierealna).
"Wiktor Janukowycz chce skończyć z pojawiającym się regularnie co zimę problemem, jakim są wojny gazowe" - mówił DGP wiceszef Partii Regionów i bliski współpracownik prezydenta Borys Kołesnikow. Sami Rosjanie na razie nie dali jednoznacznie do zrozumienia, jakie jest ich stanowisko wobec pomysłu konsorcjum. "Pan Janukowycz nie będzie u władzy tak samo długo, jak długo będą działać rurociągi (powstające Północny i Południowy - red.)" - komentował jedynie w rozmowie z dziennikiem Kommiersant proszący o zachowanie anonimowości przedstawiciel Gazpromu. Z kolei Bruksela wysyła sygnały, że konsorcjum jest interesującym pomysłem.
czytaj dalej

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!