Islandia zdecyduje, czy spłacać długi
Islandczycy w piątek zdecydują w referendum, czy zaczną spłacać swoje zagraniczne długi. Choć pytanie dotyczy 3,8 mld euro dla brytyjskich i holenderskich klientów islandzkich banków, stawka jest znacznie większa - rozstrzygnie ono, czy Islandia będzie wiarygodnym partnerem, czy izolowanym emitentem śmieciowych obligacji.
- "Trudno założyć dobrą pralnię pieniędzy"
- Niemcy do Greków: Sprzedajcie nam wyspy!
- Centrolewica bierze władzę na Islandii
- W Wielkiej Brytanii zamrozili płace
- Islandia decyduje, czy spłaci zadłużenie
- Islandczycy nie chcą spłacać długów
- Wielki bank ostrzega. Polska zagrożona
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Referendum jest bezprecedensowe - jeszcze nigdy nie zdarzyło się, by decyzję o oddawaniu - bądź nie - zagranicznych zobowiązań jakiegoś kraju podejmowały nie władze, lecz wszyscy obywatele w plebiscycie. Co więcej, Islandczycy najprawdopodobniej opowiedzą się za tym by, długów nie spłacać - według ostatnich sondaży tak głosować zamierza aż trzy czwarte uprawnionych.
Spór dotyczy 2,35 mld funtów dla Wielkiej Brytanii i 1,2 mld euro dla Holandii, które obywatele tych państw utracili jesienią 2008 r. w efekcie upadku Icesave - internetowej odnogi islandzkiego banku Landsbanki. Straty swoich obywateli pokryły wówczas rządy w Londynie i Amsterdamie, ale teraz chcą te pieniądze odzyskać. Porozumienie o spłacie długów zablokował prezydent Olafur Ragnar Grimsson, po tym jak petycję w tej sprawie podpisało 62 tys. ludzi, czyli jedna czwarta elektoratu.
Przeciwnicy umowy argumentują, że jej warunki są zbyt surowe i pogrążona w głębokim kryzysie Islandia nie jest w stanie zapłacić takiej sumy. "To trochę tak, jakbym zepsuł ci kamerę, a ty przyszedłbyś i zażądał pięciokrotności ceny oraz prawa do zabrania mojego domu, jeśli tego nie zapłacę" - tłumaczy dziennikarzom Olafur Eliasson, twórca ruchu Indefence, który sprzeciwia się porozumieniu.
Dla 317-tysięcznego kraju 3,8 mld euro to rzeczywiście ogromna suma. Niemal dokładnie jedna trzecia rocznego PKB, który według Międzynarodowego Funduszu Walutowego wyniósł w 2009 r. 11,9 mld euro. Ale Islandia nie musi tej sumy spłacać jednorazowo ani już teraz. Zgodnie z umową kolejne transze trafiałyby do Wielkiej Brytanii i Holandii w latach 2017-2023. To oznacza, że rocznie Rejkiawik musiałby przeznaczać na obsługę długu 540 mln euro plus niewielkie odsetki. A to już niecałe 5 proc. rocznego PKB.
czytaj dalej

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!