Grecja znów sparaliżowana strajkiem
Po raz trzeci w tym miesiącu Grecję sparaliżował strajk generalny zorganizowany przez największe centrale związkowe w proteście przeciw reformom rządu Georgiosa Papandreu. Choć protesty nie zmuszą premiera do ustępstw, to już doprowadziły do rebelii w jego partii. Podobne turbulencje mogą wkrótce dotknąć resztę europejskich partii lewicy.
- Niemcy do Greków: Sprzedajcie nam wyspy!
- Policja starła się z protestującymi w Atenach
- Związkowcy pogrążą brytyjskiego premiera
- Strefa euro przyjęła plan pomocy Grecji
- Wielkie greckie oszczędności
- Grecy już wiedzą, jak uniknąć bankructwa
- USA zniosą wizy dla Greków
- "Grecja jak polskie stocznie"
- Grecy jednak zgodzili się oszczędzać
- Grecy chcą Polaków na swoich plażach
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-02-13

temp. min -24°C max. 2°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
W czwartek na 24 godziny stanął ruch na lotniskach i w portach, nie pracowały publiczne szkoły, szpitale i komunikacja miejska. Nawet greckie serwisy informacyjne pracowały na pół gwizdka - część dziennikarzy zdecydowała się wziąć udział w proteście. Podobnie jest we Francji, Wielkiej Brytanii, Niemczech.
Konsekwencje tej sytuacji odczuwają zwłaszcza europejskie partie lewicowe. "Kryzys ożywił europejskie związki zawodowe i zmusił lewicę do porzucenia wszelkich odniesień do liberalizmu gospodarczego. Żadna trzecia droga nie wchodzi już dziś w rachubę" - mówi DGP Michel Wieviorka, dyrektor Centrum Analiz Socjologicznych w Paryżu.
Z pozoru to doskonały moment dla stworzonych w ostatnich latach ugrupowań typu francuskiej Nowej Partii Antykapitalistycznej czy niemieckiej Lewicy (Die Linke), które odwołują się do klasycznego socjalizmu i ruchów robotniczych. Jednak zarówno dogmatyczne partie lewicowe, jak i ruchy społeczne typu ATTAC jak dotąd nie zyskały na fali protestów. "Strajki w Europie mają charakter defensywny: chodzi w nich o obronienie zdobyczy państwa dobrobytu, a nie rewolucję" - twierdzi Wieviorka.
Zdaniem Joachima Scharlotha, szwajcarskiego socjologa z uniwersytetu w Zurychu, dzisiejsi krytycy kapitalizmu dzielą się dziś na partie populistyczne i niesformalizowane ruchy społecznościowe, które stawiają raczej na happeningi niż wystawianie swoich kandydatów do walki wyborczej. "Dlatego Europa na razie nie wybuchła" - mówi nam Scharloth. "Teoretycznie przy nowoczesnych metodach komunikacji, mobilności i powszechnej świadomości globalnych powiązań powinniśmy mieć ruch wykraczający poza narodową perspektywę. Tymczasem Islandczyków zajmują problemy Islandii, Greków - Grecji itd. Paradoksalnie zręby międzynarodowego ruchu antyglobalistycznego były silniejsze przed kryzysem" - podsumowuje w rozmowie z DGP niemiecki socjolog Dieter Rucht.


































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!