Dziennik.plŚwiat

Środa, 15 lutego 2012

Imieniny: Faustyna, Jowity, Georginy

Jak fotografia traciła niewinność

2010-03-20 | Ostatnia aktualizacja: 21:56 | Komentarze: 0 | skomentuj

Photoshop, najpopularniejszy program do obróbki zdjęć, kończy 20 lat. Zafałszowane za jego pomocą obrazy są dziś dowodami w sądach i pracach naukowych. A upiększone cyfrowo modelki w magazynach mody to codzienność. O niezwykłej karierze obróbki komputerowej opowiada Hany Farid, najbardziej znany w USA badacz fałszerstw w fotografii cyfrowej.

Pogoda

POLSKA

Środa 2012-02-15

temp. min -14°C max. 3°C
opady: umiarkowane opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

MAJA GAWROŃSKA: Fotograf, który kilka tygodni temu zdobył nagrodę w prestiżowym konkursie World Press Photo, został przyłapany na obróbce komputerowej zdjęcia. Dziwi to pana?
HANY FARID*: Dziwi mnie brak etyki. Ale zdaję sobie sprawę, że musimy być przygotowani na zalew tego typu przypadków i nauczyć się wykrywać oszustwa. Nawet w fotografii prasowej, choć chciałbym wierzyć, że jest ona wolna od manipulacji. Tak naprawdę fotografia straciła swoją niewinność już dawno temu. Poprawianie zdjęć to żadna nowość. Pierwszy trwały obraz fotograficzny powstał w latach 20. XIX wieku w pracowni francuskiego wynalazcy Josepha Niepce’a. Niepce szukał sposobu na reprodukowanie dzieł sztuki. Jego wynalazek miał być jak lustro - odbijać rzeczywistość. Jednak od razu zaczęto kombinować, jak tę rzeczywistość poprawić albo nawet kompletnie zmienić. Pierwsze udokumentowane oszustwa pochodzą już z 1860 r. Jest takie słynne zdjęcie Abrahama Lincolna, na którym prezydent pozuje obok amerykańskiej flagi. Tak naprawdę tylko głowa należy do Lincolna, reszta do ciała innego polityka, Johna Calhouna. Ta składanka prezentowała się najwidoczniej lepiej niż oryginalne zdjęcie.

Część polityków z Francji i Wielkiej Brytanii walczy o wprowadzenie nakazu oznaczenia każdego obrobionego komputerowego zdjęcia specjalnym ostrzeżeniem.
To nic nie zmieni. Nie oszukujmy się, na umieszczone gdzieś obok fotografii wypisane małym druczkiem ostrzeżenia nikt nie zwróci uwagi. Poza tym kupując magazyny o modzie, gdzie takie manipulacje są na porządku dziennym, sami decydujemy się na to, że chcemy przyjąć pewną wizję upiększonego świata. A kłopot z tym światem to tylko ułamek tego, z czym musimy się uporać. Fotografia cyfrowa zafundowała nam więcej wyzwań, często o wiele bardziej dotkliwych dla zwykłych ludzi.

To znaczy?
Dotarło to do mnie, jeszcze zanim aparaty cyfrowe stały się tak popularne jak dzisiaj. Przez przypadek trafiłem na książkę o dowodach sądowych w USA. Okazało się, że amerykański wymiar sprawiedliwości tak samo traktuje zdjęcia zrobione na 35-milimetrowej kliszy jak te wykonane techniką cyfrową. Według starej szkoły, jeśli coś uchwyciliśmy na kliszy, mieliśmy niezbity dowód na to, że się naprawdę wydarzyło. Czas skończyć z tym myśleniem. Dziś po prostu nie zawsze można wierzyć w to, co się widzi.

Fotografie nie są już dobrymi dowodami?
Ciągle używane są w sądach. Tak samo jak filmy. Nie ma przecież innego sposobu na rejestrowanie tego, co się zdarza. Problem w tym, że coraz częściej do kompletu trzeba jeszcze drugiego dowodu. Na to, że zdjęcia nie zostały zmanipulowane.

czytaj dalej

Maja Gawrońska
Źródło: Dziennik.pl
1234następna »
Walentynki w
Dziennik.pl Walentynki w Dziennik.pl