Dziennik.plŚwiat

Poniedziałek, 28 maja 2012

Imieniny: Augustyna, Jaromira, Wilhelma

Przy kawie i herbacie obmyślają rewolucję

2010-03-27 | Ostatnia aktualizacja: 21:59 | Komentarze: 0 | skomentuj

Tea Party i Coffee Party - organizacje społeczne o niepoważnych nazwach mogą poważnie wpłynąć na układ sił politycznych, który wyłoni się podczas jesiennych wyborów w Stanach Zjednoczonych. Wszystko przez to, że Amerykanie są wściekli. Mają dość niekończącego się kryzysu gospodarczego, długów i nieudolnych polityków.

Pogoda

POLSKA

Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Ostatnie doniesienia ekspertów też nie polepszają nastrojów. Według najnowszego raportu Instytutu Roosevelta, kierowanego przez laureata Nagrody Nobla z ekonomii Josepha Stieglitza, Stanom Zjednoczonym grozi kryzys o wiele większy niż w 2008 r. Banki bowiem wcale nie zaniechały ryzykownych operacji, a rząd nie zreformował sektora finansowego. "Jeśli politycy nie potrafią zmienić tej sytuacji, czas wziąć sprawy w swoje ręce" - mówi Bob Coner z San Diego, specjalista od marketingu, który przystąpił do ruchu obywatelskiego oporu zwanego Tea Party, czyli bractwo herbaciane.

Według badań Instytutu Badań Społecznych z Quinnipiac University podobnie postąpił już co ósmy Amerykanin. W całych Stanach Zjednoczonych pod flagą Tea Party powstają tysiące nieformalnych grup i małych stowarzyszeń. Nie mają jednego przywódcy czy zhierarchizowanej struktury. Umawiają w internecie - za pomocą Facebooka, Twittera i setek blogów. Podczas spotkań w kawiarniach, bibliotekach czy kościołach dyskutują i planują lokalne protesty. Ostatni sondaż CNN pokazuje, że do herbaciarzy należą głównie dobrze wykształceni mieszkańcy miasteczek, czyli przedstawiciele amerykańskiej klasy średniej, najbardziej sfrustrowanej przez masowe zwolnienia, niepewność finansową i ciężkie do spłacenia kredyty. Rozmiar niezadowolenia osiągnął ostatnio takie rozmiary, że obok Tea Party właśnie pojawiło się kolejne kanalizujące je ugrupowanie - Coffee Party, stronnictwo kawiarzy.

Wara od naszych pieniędzy

"Razem tworzą coraz gęstszą sieć oddolnego obywatelskiego buntu" - mówi politolog dr Darell West, dyrektor Badań nad Rządem w Brookings Institution. Wszystko wskazuje na to, że te ruchy społeczne o niepoważnych nazwach mogą poważnie wpłynąć na amerykańską politykę. "Demokraci i Republikanie już teraz szykują się do jesiennych wyborów, ale tym razem muszą uwzględnić w swoich kalkulacjach tę nową, trzecią siłę" - tłumaczy Peter A. Brown, komentator polityczny z Quinnipiac University. Bo choć według przeprowadzonych przez niego badań członkowie Tea Party mają poglądy zbliżone do republikańskich, może się okazać, że mocno osłabią zarówno Demokratów, jak i Republikanów. "Ten ruch może się stać dla nich całkiem poważnym wyzwaniem. Albo wręcz konkurencją" - dodaje.

Demonstracja siły herbacianych odbyła się w zeszłym tygodniu. Dzień przed głosowaniem nad forsowaną przez Baracka Obamę reformą zdrowia, która ma zapewnić ubezpieczenie społeczne 30 milionom Amerykanów, tysiące zrzeszonych w lokalnych stowarzyszeniach Tea Party zjechało do Waszyngtonu. Wykrzykiwali "Kill the bill" (Zabić przepis), wymachiwali transparentami "Chcemy sami dbać o swoje zdrowie", "Obama, nie jestem twoim bankomatem". Nikt nie miał wątpliwości, co sądzą o polityce obecnej ekipy Białego Domu. To zresztą nie pierwszy ich protest, powstali w 2009 r., ale tylko w ostatnich miesiącach dali o sobie znać już kilkadziesiąt razy.

czytaj dalej >>>

Maja Gawrońska
Źródło: dziennik.pl
123następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!
«