Lotnicza odyseja prezydenta Gruzji
Takim samozaparciem, jakie zaprezentował gruziński prezydent, mało kto może się pochwalić. Micheil Saakaszwili na pogrzeb pary prezydenckiej leciał do Krakowa przez pięć krajów. W końcu polityk, który nazywał Lecha Kaczyńskiego swoim przyjacielem, dotarł na Wawel.
- "Zbliżenie Polaków i Rosjan jest potrzebne"
- Największe zadanie w historii naszych służb
- Pierwsza Para spoczęła w wawelskiej krypcie
- Ambasador USA z wieńcem od Obamy
- Sikorski: Rosjanie odczuwają nasz ból
- "Nie było gości z Brukseli. Niewybaczalne"
- "Bój o prezydenturę będzie bojem o Katyń"
- "Kraków był znów stolicą Polski"
- Polonia z USA też pożegnała prezydenta
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Jak podały gruzińskie media prezydent Saakaszwili, który przebywał z wizytą w USA, najpierw przyleciał do Portugalii, stamtąd udał się do Włoch, następnie do Turcji, dalej do Bułgarii, a później do Rumunii. Dopiero z tego kraju udało mu się przylecieć do Polski.
Wszystko to z powodu chmury pyłów wulkanicznych, która od kilku dni wisi nad Europą.
Po tragicznej katastrofie pod Smoleńskiem, w której zginął m.in. prezydent RP, Micheil Saakaszwili nadał Lechowi Kaczyńskiemu pośmiertnie tytuł Narodowego Bohatera Gruzji. W czasie wojny rosyjsko-gruzińskiej z sierpnia 2008 roku polski prezydent przyleciał do Tbilisi, aby wesprzeć Saakaszwilego.


























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!