Hakerzy z Chin uderzyli w jądro Google'a
Chińscy hakerzy, którzy zaatakowali Google’a pod koniec grudnia, nie chcieli wykraść haseł do mejlowych kont dysydentów. Ich prawdziwym celem był program, dzięki któremu koncern zarządza większością swoich usług.
- ZuneHD, czyli Microsoft walczy z Apple
- Polska wypytuje Google'a o internautów
- Google dogadał się z Chinami
- Google: Nie ugniemy się przed Chinami
- Rosja ma plan, jak powstrzymać Google'a
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Skrzętnie ukrywana tajemnica Google’a wyszła na jaw dzięki informacjom zdobytym przez "New York Times", który dotarł do osoby zajmującej się badaniem efektów włamania. Program, do którego hakerom z Państwa Środka udało się dostać, nazywa się Gaja, jak grecka bogini Ziemi. To wielka baza haseł, dzięki którym użytkownicy Google’a oraz jego pracownicy mają dostęp do oferowanych przez firmę serwisów. Firma z Kalifornii tylko raz publicznie nim się pochwaliła - cztery lata temu na niszowej, branżowej konferencji. Z przedstawionej wówczas prezentacji wynikało, że dzięki Gai użytkownik może posiadać tylko jedno hasło, by korzystać z wszelkich usług Google’a. Chodziło przede wszystkim o klientów biznesowych.
Atak na Gaję rozpoczął się od wysłania komunikatorem Microsoft Messenger linku do specjalnie przygotowanej strony internetowej do pracownika Google w Chinach. Po jego kliknięciu wszedł on na zarażoną stronę, a hakerzy zyskali dostęp do jego biurowego komputera. Z niego dotarli do komputerów tych pracowników Google’a, którzy mają dostęp do Gai.
Internetowy gigant z Kalifornii próbował ukryć prawdziwy cel uderzenia chińskich hakerów. Do tej pory firma utrzymywała, że włamywacze dostali się jedynie do mejlowych skrzynek chińskich dysydentów i obrońców praw człowieka. Także teraz Google zachowuje milczenie.
Amerykańscy eksperci podkreślają, że po rewelacjach "New York Timesa" można zrozumieć odpowiedź Google’a na atak. Firma jeszcze w styczniu postawiła chińskim władzom ultimatum: albo Pekin zaprzestanie ataków oraz przestanie cenzurować wyszukiwarkę, albo wyjdzie z tamtejszego rynku. Chiny się nie ugięły i pod koniec marca firma z Kalifornii zrezygnowała z największego internetowego rynku świata.
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!