Senat pogrąża Goldman Sachs
Zarząd Goldman Sachs spodziewał się kryzysu, a mimo to zachęcał do inwestowania w najbardziej ryzykowne przedsięwzięcia, na których bank zarabiał miliardy. Tak wynika z e-maili bankowców ujawnionych przez komisję śledczą amerykańskiego senatu, która wyjaśnia przyczyny wybuchu ostatniego załamania gospodarczego.
- "Spekulacyjne łobuzy szykują się do ataku"
- Oto najbardziej kontrowersyjny bank świata
- Świat bierze się za Goldman Sachs
- Amerykanie popsuli kurs złotego
- Banki zajmą milion domów bankrutów
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Jeden z e-maili napisany przez wiceszefa GS Fabrice’a Tourre’a wskazuje, że przewidywał on kryzys na rynku kredytów hipotecznych typu subprime (kredyty wysokiego ryzyka - udzielane klientom, którzy wcześniej nie spłacali pożyczek lub których nie było stać na kredyt) już w styczniu 2007 roku. "To Frankenstein, który obróci się przeciwko stwórcy" - pisał 28-letni Francuz, który zarabiał wówczas 2 mln dol. Autor e-maila stał za pomysłem pozbycia się złych kredytów w formie Collateralised Debt Obligations (CDO). "Sprzedałem kilka CDO wdowom i sierotom, które spotkałem na lotnisku. Ci Belgowie byli po prostu zachwyceni" - przechwalał się w e-mailu pół roku później.
Jego taktykę powtórzył szef funduszy hedgingowych GS John Paulson, który sprzedał złe kredyty inwestorom z Arizony, Kalifornii, Florydy oraz Newady, mamiąc ich wielkimi zyskami. Rok później - gdy pękła bańka na rynku nieruchomości - wszystko stracili. Ale bank zarobił na tej transakcji miliard dolarów.
Fabrice Tourre i John Paulson będą dziś zeznawać przed senacką komisją śledczą, która próbuje odpowiedzieć na pytanie: "Jaka była rola wielkich banków inwestycyjnych w doprowadzeniu do największego kryzysu gospodarczego na świecie od 1930 roku?".
Zarobek przez straty
Senatorowie przesłuchają również szefa Goldman Sachs Lloyda Blankfeina, który w jednym z e-maili pisał, że firma wyjdzie na swoje dzięki tzw. krótkiej sprzedaży na rynku nieruchomości. Ta ryzykowna metoda inwestowania jest stosowana wówczas, gdy przewidywany jest spadek. "Nie unikniemy zamieszania na rynku hipotecznym. Na początku rzecz jasna stracimy, ale potem znacząco odrobimy straty" - przewidywał.
W innym e-mailu jeden z czołowych menedżerów GS David Viniar pisał, że tylko jednego dnia na krótkiej sprzedaży na rynku nieruchomości bank zarobił na czysto 50 mln dol. "To pokazuje, ile tracą ci, którzy nie działają w ten sposób na dużą skalę" - podkreślał. W grudniu 2006 roku, na dwa miesiące przed wielką stratą HSBC na rynku kredytów subprime, Viniar domagał się, by Goldman Sachs jak najszybciej pozbywał się złych kredytów. Miała to być część strategii obliczonej na zminimalizowanie wstrząsu wywołanego przez kryzys. "Moje główne przesłanie brzmi: musimy działać bardziej agresywnie. Okoliczności nam sprzyjają, musimy zająć dobre pozycje, zanim nastanie kryzys" - ostrzegał w jednym z listów elektronicznych wysłanych do szefostwa GS.
Zarząd banku ucieszył się też z decyzji agencji ratingowych, które pod koniec 2007 roku zwiększyły ryzyko niektórych instrumentów finansowych na rynku nieruchomości. Wyczuł w tym okazję do zarobku. "Czekają na nas naprawdę wielkie pieniądze" - pisał Donald Mullen.
czytaj dalej >>>
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!