Tajna wojna Baracka Obamy
Nie czołgi i samoloty, a komandosi, szpiedzy i bezzałogowe sondy - tak wygląda wojna za czasów Baracka Obamy. Nowy prezydent wydaje bowiem fortunę na tajne operacje, które mają wykończyć terrorystyczne bojówki na całym świecie.
- Obama wielbicielem McCartney'a
- Armia otwiera się na homoseksualistów
- W Afganistanie poległo tysiąc żołnierzy USA
- Weterani wojenni krytykują Obamę
- Co biegało przed Obamą? Nikt tego nie wie
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 23°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Administracja prezydenta Baracka Obamy znacznie zwiększyła skalę tajnych operacji wojskowo-wywiadowczych na świecie prowadzonych przeciwko ekstremistom islamskim - podał w piątek "Washington Post".
Powołując się na anonimowe źródła w rządzie i Pentagonie, dziennik informuje, że w porównaniu z ekipą prezydenta George'a W.Busha wzrosła liczebność sił specjalnych zaangażowanych w tajne operacje i zwiększono ich budżet. O ile na początku prezydentury Obamy działały one w około 60 krajach, to obecnie już w 75.
Poza takimi krajami, jak Filipiny i Kolumbia, gdzie Amerykanie prowadzą tajne operacje od wielu lat, siły specjalne działają dziś także w Jemenie, Somalii i innych krajach Afryki, gdzie zaktywizowały się komórki Al-Kaidy i innych terrorystycznych organizacji.
Opracowano też plany prewencyjnych i odwetowych ataków przeciwko tym ugrupowaniom w wielu krajach. Częścią tej "tajnej wojny" są loty samolotów bezzałogowych CIA atakujących cele islamistów w Pakistanie. Dowódcy operacji specjalnych znacznie częściej niż za czasów poprzedniej administracji bywają teraz w Białym Domu i mają lepszy dostęp do prezydenta Obamy niż do jego poprzednika. Za rządów Busha dowódcy kontaktowali się raczej z szefem Pentagonu albo z przewodniczącym Kolegium Szefów Sztabów.
Specjalne, tajne operacje nie ograniczają się do jednostronnych, amerykańskich ataków na grupy terrorystów. Obejmują również szkolenie miejscowych oddziałów antyterrorystycznych i wspólne operacje. Jak powiedział główny doradca prezydenta ds. walki z terroryzmem John O. Brennan, siły USA "nie tylko będą odpowiadały po fakcie" na atak terrorystów, "lecz także przeniosą walkę na teren Al-Kaidy i jej ekstremistycznych współpracowników".
"Washington Post" zauważa, że jest to język podobny do tego, którego używał Bush. Poprzedni prezydent również mówił, że trzeba "przenieść walkę na teren nieprzyjaciela i stawić czoła najgorszym zagrożeniom, zanim one się wyłonią".

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!