Nieoznakowany wóz policyjny stał akurat pod klubem, w którym trzech przyjaciół świętowało ostatnie kawalerskie chwile jednego z nich. Z jakiegoś powodu, możliwe że winne były mocne drinki, samochód pana młodego stuknął w bok małej ciężarówki, gdzie siedzieli policjanci. Ci natychmiast wyskoczyli i zaczęli strzelać. Tą wersję potwierdzają świadkowie.

Pan młody zginął na miejscu, pozostali dwaj mężczyźni ranni i w kajdankach zostali szybko odwiezieni do szpitala. Jeden został trafiony 11 razy, a drugi trzy. Sytuacja na miejscu wydaje się skomplikowana, bo policjanci byli biali a ofiary czarne. Policja mówi, że była broń, ale broni nie znaleziono. Temat brutalności policji wraca jak burza...