Brytyjski premier miał zginąć na jubileuszu królowej
W 2002 r. Scotland Yard radził premierowi Tony'emu Blairowi, by zrezygnował z udziału w jubileuszu 50-lecia panowania Elżbiety II. Polityk zbagatelizował jednak doniesienia o zamachu na jego życie planowanym przez Al-Kaidę.
Lord John Stevens - były przełożony londyńskich policjantów - opowiada o planowanym zamachu w filmie, który telewizja BBC nada jutro. Według niego, groźba była poważna. Ale Tony Blair ją zignorował.
Z informacji policji wynikało, że Al-Kaida planuje zamach podczas kulminacyjnej części uroczystości - ulicznego festynu w centrum Londynu. Blair miał siedzieć w pierwszym rzędzie razem z innymi dygnitarzami. To wtedy zamachowiec miał targnąć się na jego życie. Tak się na szczęście nie stało, choć premier w końcu na uroczystości przyjechał.
"Premier był absolutnie pewien tego, że nie będzie z powodu zagrożenia unikał publicznego pokazywania się" - mówi były szef Scotland Yardu. "Trzeba podziwiać też jego żonę - wiedziała o groźbach, ale nie zaprotestowała przeciwko udziałowi w uroczystości" - dodał.
Premier był na uroczystości, a jego bezpieczeństwa strzegli snajperzy i tajni agenci - ujawnił były szef policji. Wspomina, że podczas uroczystości siedział obok Blaira. "Nie widziałem w jego oczach nawet cienia strachu" - opowiada Lord Stevens.


































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!