Armia Izraela testowała wąglik na żołnierzach
Skandal w Izraelu. Wyszło na jaw, że armia wykorzystywała swoich żołnierzy do tajnych eksperymentów medycznych. Testowano, jak ludzie reagują na śmiertelnie groźne bakterie wąglika - donosi dziennik "Haarec". Co prawda, podobno nikt nie zmarł, ale wielu żołnierzy poważnie zachorowało.
- Kto ma truciznę, która nie zostawia śladów
- Bankierzy postraszeni listami z wąglikiem
- Śmierć naukowca, który atakował USA wąglikiem
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 23°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
W sumie w eksperymentach, które rozpoczęły się już w 1999 roku, wykorzystano 800 żołnierzy. Teraz kilkudziesięciu z nich cierpi męczarnie. Wielu zaatakował rak skóry. Innych dopadło ostre zapalenia płuc. Kilku uskarżało się na ostre bóle głowy, a u kolejnej grupy pojawiły się objawy padaczki.
Cały projekt wymyślono ze strachu przed irackim atakiem bronią biologiczną. To jednak dziwne, bo Amerykanie od dawna dysponowali własnym antidotum i wystarczyło kupić odpowiednie zapasy. Armia uznała jednak, że Izrael powinien mieć własną szczepionkę przeciwko temu wyjątkowo zjadliwemu zarazkowi.
Afera wyszła na jaw dopiero teraz, bo armia zobowiązywała wszystkich żołnierzy do dochowania tajemnicy - pisze "Haarec".
Wojskowi tłumaczą się, że wszyscy żołnierze, którzy wzięli udział w eksperymentach, dokładnie wiedzieli, do czego są wykorzystywani. I - podobno - w każdej chwili mogli się wycofać. Czemu jednak tego nie zrobili? Tego już armia nie mówi.
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!