Wśród Egipcjan panuje wielkie napięcie. Ich zdaniem rządząca obecnie Najwyższa Rada Wojskowa zwleka z rozliczeniem członków poprzedniego reżimu, w tym funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa. W sprawie śmierci ponad 840 demonstrantów do tej pory skazany, zaocznie, został tylko jeden policjant.

W poniedziałek w Kairze sąd zwolnił z więzienia policjantów, oskarżonych o zabicie 17 i ranienie ponad 350 demonstrantów w Suezie podczas egipskiej rewolucji w lutym. Siedmiu zostało zwolnionych za kaucją, a ich rozprawy przeniesiono na wrzesień. Trzech jest sądzonych zaocznie.

Jeszcze na sali rozpraw starły się rodziny zabitych i oskarżonych. Krewni ofiar zmagali się ze strażnikami, próbowali też wedrzeć się do biura sędziego. Zatrzymali ich dopiero żołnierze strzegący budynku sądu.

Po wybuchu zamieszek prokurator generalny Abdel Megid Mahmud ogłosił unieważnienie wyroku, aby złagodzić gniew tłumu - pisze AP. Jednak prawnik reprezentujący rodziny zabitych ocenił jego decyzję jako "nielegalną", bo nie ma on władzy wyższej niż sąd.

Następnie krewni zabitych przez co najmniej sześć godzin blokowali ruch na autostradzie łączącej Kair z Suezem. W rezultacie na drodze ustawiły się setki samochodów. Do protestujących dołączyli się kierowcy ciężarówek i mieszkańcy Suezu. Z uczestnikami protestu pertraktowali wojskowi.

Z autostrady tłum przeniósł się do centrum Suezu, wstrzymując ruch na dwóch głównych placach. Tysiące ludzi wznosiło okrzyki, m.in. "Precz z juntą wojskowych".

"W społeczeństwie się gotuje" - ocenił działacz Ahmed Abdel Gawad.


Na 8 lipca planowana jest ogromna demonstracja, w której udział ma wziąć ok. miliona osób. Jej uczestnicy będą żądać sprawiedliwych procesów dla członków poprzedniego reżimu, w tym czołowych przedstawicieli aparatu bezpieczeństwa, którzy mogli wydać rozkazy strzelania do demonstrantów w lutym.

Ulgowe potraktowanie oskarżonych policjantów może przysporzyć tej inicjatywie więcej zwolenników - ocenia AP.