Decyzję o wydaleniu oskarżonej z sali posiedzeń na jeden dzień podjął sędzia, który uznał, że Tymoszenko go obraziła. Wcześniej była premier powiedziała, że prowadzący rozprawę sędzia Rodion Kiriejew jest "nieludzki".

Utarczka między Tymoszenko a Kiriejewem nastąpiła po tym, gdy sędzia wydał zakaz fotografowania i filmowania procesu.

Jeden z obecnych na sali sądowej deputowanych parlamentarnego Bloku Julii Tymoszenko, Jewhen Susłow, zareagował na decyzję sędziego, mówiąc, że jest mu "wstyd, iż na Ukrainie dochodzi do takich rzeczy". Kiriejew poprosił wtedy posła o opuszczenie sądu, a gdy ten nie posłuchał, sędzia wezwał milicję. Starając się usunąć deputowanego milicjanci i funkcjonariusze szturchali i popychali obecnych w sądzie ludzi, w tym dziennikarzy.

"Jest pan nieludzki! Właśnie w tej chwili, wraz z administracją prezydenta (Wiktora Janukowycza - PAP), nasłał pan na bezbronnych ludzi uzbrojonych po zęby milicjantów!" - zareagowała Tymoszenko.

Po usunięciu byłej premier z sali posiedzeń sędzia kontynuował rozprawę bez oskarżonej.

Tymoszenko oskarżona jest o nadużycia przy zawieraniu kontraktów gazowych z Rosją w 2009 r. Zdaniem obecnych władz w Kijowie, umowy te są dla Ukrainy niekorzystne i naraziły skarb państwa na ogromne straty.

W 2008 roku Ukraina płaciła 179,5 USD za 1000 metrów sześciennych rosyjskiego gazu. Po rosyjsko-ukraińskim konflikcie gazowym na przełomie 2008 i 2009 roku Tymoszenko uzgodniła z premierem Rosji Władimirem Putinem, że cena błękitnego paliwa dla Ukrainy wyniesie 450 dolarów za 1000 metrów sześciennych. Umowa ta pozwoliła zakończyć konflikt, w wyniku którego brak gazu stał się odczuwalny w państwach Unii Europejskiej, w tym w Polsce.


Tymoszenko uważa, że działania władz mają podłoże polityczne, a ich celem jest zniszczenie opozycji. W związku ze śledztwami, prowadzonymi przeciwko byłej szefowej rządu, od grudnia ub. roku obowiązuje ją zakaz opuszczania Kijowa.

Prokuratura Generalna Ukrainy zajęła też część mienia opozycyjnej polityk, a we wtorek Służba Bezpieczeństwa tego kraju wszczęła śledztwo w sprawie próby przywłaszczenia 405 milionów dolarów z państwowej kasy, czego miała dopuścić się w latach 90. firma byłej premier Zjednoczone Systemy Energetyczne, nie realizując zobowiązań wobec Ministerstwa Obrony Rosji.