"Jako prezydent gwarantuję równe warunki kandydatom, którzy uważają się za opozycję i chcą brać udział w wyborach prezydenckich w Turkmenistanie" - powiedział prezydent.

Prezydent Berdymuchammedow, wybrany w 2007 roku 89 procentami głosów, zmienił, jak mówią obserwatorzy, szereg autorytarnych posunięć z czasów rządów poprzednika, Saparmurata Nijazowa.

Berdymuchammedow doszedł do władzy po śmierci Nijazowa, którego rządy oceniane są przez Zachód jako mieszanka stalinowskich represji i kultu jednostki. Nowy przywódca obiecywał, że otworzy kraj, będzie wspierał inwestycje zagraniczne i reformy. Jego krytycy mówią, że o ile zmiany w gospodarce postępują, to swobód politycznych prezydent nie wprowadził.

W ubiegłym roku zmieniono prawo wyborcze dotyczące wyborów prezydenckich. Kandydat na prezydenta musi mieć obecnie albo poparcie partii politycznej, albo co najmniej 50 tys. sygnatariuszy.

Turkmenistan jest największym producentem gazu w Azji Centralnej. Jak piszą agencje, kraj stara się wyrwać z orbity Rosji i ustanowić bliższe relacje z Europą, potencjalnym wielkim konsumentem gazu. Berdymuchammedow prowadzi coraz bardziej niezależną politykę, budując nowe gazociągi do Chin i Iranu i dopuszczając zachodnie firmy do strategicznych sektorów gospodarki.

W czwartek w Abadanie, w pobliżu stolicy kraju Aszchabadu, doszło do tajemniczych eksplozji. Według władz wybuchy miały być spowodowane utrzymującymi się od kilku dni upałami.


Jednak znajdujące się na wygnaniu ugrupowanie opozycyjne, które powołuje się na przekazywane drogą telefoniczną relacje naocznych świadków, twierdzi, że do wybuchów doszło na terenie składu broni, a w ich wyniku zginęło wielu ludzi.

Według nieoficjalnych źródeł w Abadanie znajduje się największy skład broni na terytorium Turkmenistanu.