Sokół zaznaczył, że Norwegia uruchamiała olbrzymie programy pomocowe, dzięki którym imigranci mieli bardzo dobre warunki do startu, do integracji. Zaznaczył, że wraz z napływem imigrantów zaczął pojawiać się wobec takiej polityki opór.

"Był on na ogół ukryty ponieważ ludzie nie chcieli się z takimi poglądami identyfikować ani ich wyjawiać" - zaznaczył. "Były ruchy skrajne, ale spotykały się z bardzo dużym oporem społeczeństwa. Ci ludzie nie śmieli manifestować swoich poglądów jasno" - dodał.

Zaznaczył, że skrajne ruchy prawicowe, faszystowskie czy rasistowskie pojawiały się w sposób "dość marginalny i niejasny".

Podkreślił, że trudno powiedzieć, jaka w Norwegii jest ich skala. "To są wiadomości, o których wie tylko policja i wywiady" - podkreślił. Dodał jednak, że są one problemem Skandynawii, którego nie można lekceważyć.

Pokreślił także, że Norweska Partia Pracy, której przewodniczącym jest premier Jens Stoltenberg nie była "przedmiotem szczególnej nienawiści opozycji". "Norwegia jest krajem, który przez bardzo długi czas miał rządy mniejszościowe w koalicji z różnymi partiami. Socjaldemokracja odgrywała ważną rolę, miała oczywiście opozycję, nie budziła skrajnych poglądów" - zaznaczył.

"Na tym tle tego typu zamach jest absolutnie przerażający" - podkreślił.

Pytany, czy to koniec skandynawskiego mitu, zaznaczył, że "na pewno model skandynawski się kruszył. To wydarzenie było dla niego ciosem. Jakie będą skutki polityczne tego zamachu trudno w tej chwili powiedzieć" - podkreślił.

"Norwegia się zmieni". "Skończy się otwartość, zaufanie, obawiam się, że coś w tym bardzo sympatycznym społeczeństwie pękło i nie wiadomo czy kiedykolwiek da się zlepić" - ocenił. "Pamiętajmy, że tam mieszka 4 mln 600 tys. osób - a Warszawa z okolicznymi miejscowościami to 3 mln - to jest ta proporcja" - dodał.