"Od piątku jesteśmy w pełnej gotowości i pracujemy non stop. To moi podwładni założyli kajdanki Breivikowi, lecz po tym, co widzieli na wyspie, trudno jest im dojść do siebie. W dalszym ciągu pracujemy na Utoya, lecz codziennie przechodzimy sesje z psychologami i rozmawiamy w grupach o tym, co się tam wydarzyło. Próbujemy sobie wzajemnie pomóc psychicznie, lecz nie jest to łatwe" - powiedziała Hammer.

"Tak niesłychanie liczne młode życia zostały stracone. Przeżyć to na miejscu i słuchać opowiadań świadków i rodzin zabitych - to potworne" - mówiła. "Reakcje przychodzą dopiero podczas odpoczynku. Wczoraj po powrocie do domu włączyłam telewizor, położyłam się na kanapie i płakałam. Nie wstydzę się. Chociaż policjant powinien być twardy, to łzy nawet w przypadku komendanta dobrze robią" - dodała.

W piątkowym podwójnym zamachu terrorystycznym, do którego przyznał się Anders Behring Breivik, śmierć poniosło 76 osób. Na wyspie Utoya Breivik zastrzelił 68 osób. Osiem osób poniosło śmierć w ataku bombowym przeprowadzonym przez niego w dzielnicy rządowej w Oslo.