"Nie zostawiamy swoich baz (wojskowych) w Iraku, ale mamy bazy gdzie indziej, mamy środki do szkolenia i wsparcia militarnego w innych krajach, i mamy w regionie sojusznika z NATO, Turcję. Stany Zjednoczone są nadal bardzo obecne w regionie" - oświadczyła Clinton w niedzielę w programie telewizji NBC News "Meet The Press". Zapytana, czy nie obawia się zaostrzenia destabilizacji w Iraku, a nawet wybuchu tam wojny domowej po wycofaniu wojsk USA, szefowa dyplomacji przypomniała, że wycofanie wynikało z umowy zawartej z rządem Iraku jeszcze przez administrację prezydenta George'a Busha.

"Powinno się poruszyć ten problem w rozmowach, kiedy prezydent Bush zgodził się na porozumienie o wycofaniu wszystkich wojsk do końca tego roku" - powiedziała. Clinton podkreśliła, że USA będą nadal utrzymywały ścisłe więzi wojskowe z Irakiem. "Będziemy mieli teraz współpracę w zakresie utrzymywania bezpieczeństwa z Irakiem, obejmującą szkolenie i wsparcie jego sił zbrojnych, czyli podobne związki, jakie mamy z innymi krajami na świecie, np. z Jordanią czy Kolumbią" - powiedziała.

W wywiadzie z NBC News i z innymi stacjami telewizyjnymi w niedzielę Clinton ostrzegła też Iran, aby nie próbował wykorzystać wycofania wojsk USA z Iraku do swoich celów. "Nikt nie powinien błędnie kalkulować i nie doceniać zdecydowania Ameryki i jej oddania sprawie poparcia dla demokracji w Iraku. Zapłaciliśmy zbyt wielką cenę, aby dać Irakowi tę szansę, i mam nadzieję, że Iran się tutaj nie przeliczy w swych rachubach" - oświadczyła. Decyzja wycofania wszystkich wojsk z Iraku, ogłoszona w piątek przez prezydenta Baracka Obamę, jest szeroko krytykowana przez republikańską opozycję.

W niedzielnych programach TV wypomnieli mu ją wpływowi senatorowie, m.in. były kandydat na prezydenta John McCain i senator Lindsey Graham. Ten ostatni podkreślił w rozmowie z telewizją Fox News, że "Iran cieszy się" z tej decyzji i wzmocni teraz swoje wpływy w Iraku i w całym regionie Zatoki Perskiej. Przypomniał, że dowódcy wojsk amerykańskich zalecali pozostawienie w Iraku po zakończeniu tego roku od 10 tys. do kilkunastu tysięcy żołnierzy. Obama wahał się w tej sprawie i przez pewien czas rozważał pozostawienie w Iraku niewielkiego kontyngentu ok. 3 tys. wojsk. Usiłował wynegocjować to w rozmowach z rządem irackim.

Rząd premiera Nuriego al-Malikiego nie zgodził się jednak na udzielenie immunitetu sądowego dla żołnierzy amerykańskich w Iraku, czego domagała się strona USA. Maliki działał pod naciskiem partii radykalnych szyitów pod wodzą Muktady as-Sadra, który nalegał na całkowite usunięcie Amerykanów z Iraku. Administracja podaje to jako powód rezygnacji z pozostawienia w Iraku choćby niewielkiego oddziału wojsk amerykańskich. Zdaniem Republikanów, był to jednak pretekst i głównym motywem Obamy była chęć pochwalenia się spełnieniem obietnicy złożonej lewicowym Demokratom, że zakończy wojnę w Iraku.