"Uzgodnione środki zaradcze budzą nadzieję na to, że kryzys zadłużenia zostanie zatrzymany, a UE uniknie kolejnej recesji. Jakkolwiek kluczowe, techniczne szczegóły powinny być uzgodnione jak najszybciej" - ocenił przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek, który z zadowoleniem przyjął pakiet. Dodał, że daje on szansę greckiej gospodarce na "nowy start".

Po prawie 10 godzinach negocjacji, przywódcy państw strefy euro uzgodnili w czwartek nad ranem "zwielokrotnienie" do około biliona euro mocy pożyczkowych Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej (EFSF) oraz dokapitalizowanie kluczowych unijnych banków o ok. 106,4 mld euro. Przywódcy eurolandu porozumieli się też z sektorem bankowym w sprawie dobrowolnej redukcji wartości posiadanych przez banki greckich obligacji o 50 proc.

"10-godzinne spotkanie szefów państw strefy euro przyniosło decyzje, które powinny być podjęte rok temu. Wyzwaniem na dziś jest wprowadzenie uzgodnionych zmian w życie" - oceniła wyniki szczytu europosłanka i była komisarz prof. Danuta Huebner. Dodała, że rynki zareagowały pozytywnie, ale oczekują dalszych propozycji "dotyczących obligacji europejskich czy wzmocnienia nadzoru budżetowego". Jej zdaniem, decyzje szczytu dotyczące pogłębionego zarządzania strefą euro nie pozostawiają wątpliwości, że "Europa ma dwie prędkości".

Także w opinii Martina Schulza, lidera socjaldemokratów w PE, decyzje podjęte przez przywódców powinny były zapaść rok temu, "wówczas nie bylibyśmy w obecnej sytuacji". "Na szczycie zaoferowano postęp, a nie ostateczne rozwiąznie" - dodał Schulz. Zwrócił też uwagę na konieczność usuwania społecznych, a nie tylko gospodarczych, skutków kryzysu i na potrzebę finansowania ze środków UE programów społecznych. W tym samym duchu wypowiadał się lider chadeków Francuz Joseph Daul.

Z kolei były premier Belgii Guy Verhofstadt, lider partii liberalnej, choć wyraził ulgę, nazwał postanowienia szczytu "kupowaniem czasu". "Kilka spokojnych dni na rynkach nie oznacza, że osiągnęliśmy cel. Przy pomocy +kupionego czasu+ musimy ustanowić nową unię fiskalną (w strefie euro - PAP), a to więcej niż dwa spotkania w roku" - skomentował Verhofstadt.

Rebecca Harms, reprezentująca Zielonych w PE, także wyraziła ulgę, ale wskazała, że UE nadal reaguje "za mało, zbyt wolno". "Po co 50-procentowy haircut (straty dla inwestorów na greckich obligacjach - PAP), kiedy wiadomo, że potrzeba 60 procent? Po co rozbudowywać fundusz ratunkowy do jednego biliona euro, gdy potrzeba dwóch bilionów?" - pytała w czwartek Harms.

Poadto europosłowie cały czas apelują, by zarządzanie gospodarcze w strefie euro w tym ewentualne zmiany traktatowe odbywały się "metodą wspólnotową", a więc przy pełnym zaangażowaniu Komisji Europejskiej i europarlamentu.

W czwartek na sesji PE w Strasburgu przewodniczący KE Jose Barroso zapowiedział, że w listopadzie KE przedstawi nowe propozycje nadzoru fiskalnego w UE, a w pracach będzie brać udział także PE. "Będziemy potrzebować podejścia wspólnotowego, by wyjść z kryzysu" - mówił Barroso.