Bezpośrednie negocjacje w sprawie poziomu strat, jakie przyjmą na siebie prywatne instytucje finansowe, prowadzili w imieniu Eurogrupy Vittorio Grilli, a w imieniu banków Charles Dallara.

Grilli jako przewodniczący unijnego Komitetu Ekonomiczno-Finansowego (ciała, które koordynuje politykę gospodarczą i fiskalną między państwami członkowskimi) jest zarazem szefem grupy roboczej przy Eurogrupie. Natomiast na co dzień od 2005 r. jest dyrektorem generalnym, czyli osobą numer dwa, we włoskim ministerstwie skarbu. 54-letni profesor ekonomii, były wykładowca na uniwersytetach Yale i w Londynie, menedżer w Credit Suisse, jest uważany za prawą rękę ministra finansów Giulia Tremontiego. W zeszłym roku był wymieniany jako kandydat do objęcia stanowiska szefa banku UniCredit (właściciela Pekao SA), a w tym – po odchodzącym do EBC Mario Draghim – fotela szefa włoskiego banku centralnego. W pierwszym przeszkodziło mu to, iż nie jest bankowcem, w drugim – nieuleganie politycznym naciskom. Grilli uchodzi za technokratę, dzięki czemu pozostaje na stanowisku niezależnie od tego, kto akurat rządzi.

Resort skarbu to element, który łączy obu wczorajszych negocjatorów, bo taki wątek ma w swojej biografii również Amerykanin Charles Dallara. Pochodzący z Karoliny Południowej ekonomista pracował jako urzędnik w Departamencie Skarbu od końca lat 70., dochodząc do pozycji asystenta sekretarza ds. międzynarodowych za prezydentury George’a H.W. Busha. Zajmował się wówczas współpracą w ramach G7, liberalizacją handlu. Później był jednym z dyrektorów w JP Morgan odpowiedzialnym za otwierające się właśnie rynki Europy Środkowej, krajów byłego Związku Radzieckiego, Bliskiego Wschodu i Azji. Wreszcie od 1993 r. jest dyrektorem wykonawczym Instytutu Finansów Międzynarodowych (IIF). Instytucja, którą powołano w 1983 r. w celu koordynacji stanowisk banków, skupia obecnie ponad 420 najważniejszych światowych banków, funduszy inwestycyjnych i towarzystw ubezpieczeniowych.