W sumie integracja europejska przegrywa właśnie w sprawie mającej być jej główną troską, w sprawie pojednania narodów, które w swej długiej historii odnosiły się do siebie z podejrzliwością, zawiścią i wrogością – czytamy w tekście brukselskiego korespondenta frankfurckiego dziennika Nikolausa Bussego. Autor narzeka, że europejskie gazety wciąż widzą w Niemcach nazistów lub – łagodniej – Bismarcków, zaś narody Południa są postrzegane jako lenie i oszuści.

"FAZ" przypomina w tym kontekście słynną już okładkę greckiej „Dimokratii” z niewybrednym komentarzem w sprawie kolejnych żądań trojki wobec Aten. Tytuł głównego tekstu na pierwszej stronie głosił Dachau. Memorandum macht frei. a ilustrowało go zdjęcie Angeli Merkel w mundurze NSDAP. Gazeta słowem nie wspomina jednak, że podobne komentarze pojawiały się też w niemieckich mediach.

"Der Spiegel" chociażby, najbardziej prestiżowy tygodnik naszych zachodnich sąsiadów, skomentował katastrofę włoskiej "Costa Concordii" słowami: Czy kogokolwiek zaskoczyło, że kapitan był Włochem? Wyobrażacie sobie, żeby podobnego manewru zakończonego ucieczką ze statku dokonał niemiecki czy brytyjski marynarz?.

W Italii komentarz został powszechnie uznany za rasistowski. Szef dziennika "Il Giornale" pisał: My mamy Schettinę, a wy macie Auschwitz. Faktycznie, my, Włosi, jesteśmy winni trzydziestu śmierci zawinionych przez Schettinę. Wy, Niemcy, zabiliście 6 mln. I nikt z was, nadludzi, nikogo nie uratował.

Prasa znad Renu sięga też do bardziej wyrafinowanych środków. Np. wyszukiwania w krajach Południa znanych ludzi, którzy chętnie potwierdzą wszelkie negatywne stereotypy.

"Die Welt" w grudniu 2011 r. zamieścił wywiad z wiekową grecką artystką Naną Muschuri. Sądzę, że generalnie negatywna atmosfera wokół Greków jest w pełni usprawiedliwiona i właściwa. Cały nasz styl życia był finansowany przez europejskie pieniądze. Europa ma rację, że się na nas wścieka – mówiła piosenkarka, która od 50 lat mieszka poza Helladą. Lepiej, żeby ludzie, którzy dzielą życie między Paryż i Genewę, skupili się na tym, na czym się znają, zamiast wygłaszać polityczne manifesty – skomentowała grecka publicystka Emanuela Siradaki.