Chociaż cieszę się z ogromnego zainteresowania opinii publicznej i jej zaangażowania w debatę, jestem chwilami zawiedziony brakiem umocowania w faktach niektórych twierdzeń, szczególnie tym, że dotykają one podstaw naszej demokracji: wolności słowa i roli demokratycznie wybranych instytucji - powiedział komisarz ds. handlu Karel De Gucht. Jeszcze większym zawodem jest fakt, że niektórzy wybrali popieranie wolności w internecie przez cyberataki na strony demokratycznych parlamentów i rządów - dodał.

De Gucht wzywał europosłów do uważnego przestudiowania dokumentu zanim podejmą decyzję ws. przyjęcia lub odrzucenia międzynarodowej umowy o przeciwdziałaniu handlowi podróbkami (ACTA).

Uspokajał, że ACTA nie zmienia obecnego prawa ws. ściągania plików z sieci, które nie traktuje tego jako przestępstwa, o ile nie odbywa się to na "skalę komercyjną". Dlatego dzisiaj to ludzie stojący za stronami takimi jak +Megaupload+ i uzyskujący z nich zyski znaleźli się w prawnych tarapatach. Z tego powodu przed sąd nie będzie zaciąganych tysiące młodych użytkowników - zaznaczył. Tego nie zmieni ACTA, nie penalizuje ona bowiem niczego, co już dziś nie byłoby przestępstwem - zapewnił.

De Gucht rozwiewał też wątpliwości, że ACTA umożliwi prowadzanie śledztw przez organizacje zarządzające prawami autorskimi. Uspokajał, że dostawcy internetu mogą dostarczać dane tylko o podejrzanych właścicielach kont i stron, a organizacje i tak będą musiały wystąpić na drogę sądową, by pociągać podejrzanych do odpowiedzialności. Ponadto kraje nie muszą stosować tego zapisu.

ACTA stanowi, że jej sygnatariusze mogą (a nie muszą - PAP) uprawnić swoje władze zajmujące się egzekwowaniem praw autorskich do nakazania dostawcy internetu, by ujawnił dane osobowe właścicieli kont internetowych właścicielom praw autorskich, jeśli jest podejrzenie, że konta te są używane do naruszeń - wyjaśnił. Dodał, że jeśli kraj zdecyduje się na uwzględnienie takiego zapisu, musi go umieścić w swoich przepisach prawnych.

Wyobraźmy sobie, że jakaś strona internetowa jest podejrzewana o czerpanie dochodów z nielegalnego udostępniania chronionego prawem autorskim odcinka serialu. Może to oznaczać, że producent serialu musi zwrócić się do właściwego sądu. Ten poprosi, by firma utrzymująca tę stronę ujawniła tożsamość osoby, która może zarabiać na nieuprawnionym rozpowszechnianiu - wytłumaczył komisarz. Następnie właściciel praw autorskich może dochodzić swoich praw przez sąd cywilny albo zgłosić sprawę do prokuratury.

De Gucht podkreślał, że na zbyt małej ochronie tracą europejskie marki, a to innowacyjność, pomysły i patenty są podstawą rozwoju UE. Komisarz odniósł się do najczęściej podnoszonych zarzutów wobec umowy i zapewnił, że legalny handel lekami generycznymi jest w pełni chroniony przez WTO oraz że ACTA nie wiąże się z monitoringiem internetu czy cenzurą.

Umowa handlowa o zwalczaniu handlu artykułami podrabianymi (ACTA) zawiera zapisy dotyczące ochrony własności intelektualnej, które - zdaniem krytyków - ograniczą swobodne funkcjonowanie internetu. Umowa, by weszła w życie w Unii, musi zostać ratyfikowana przez PE oraz wszystkie kraje członkowskie.

Prace PE nad ACTA zostały praktycznie zamrożone w związku z wnioskiem KE, by ACTA ocenił Trybunał Sprawiedliwości UE. Oddzielnie złożenie swojego wniosku do Trybunału UE chce zarekomendować PE sprawozdawca raportu o ACTA, socjaldemokrata David Martin. Decyzja w tej sprawie może zapaść na jednym z najbliższych posiedzeń komisji ds. handlu międzynarodowego.