Europejscy dyplomaci opuszczają stolicę Białorusi. W tym samym czasie władze tego kraju przygotowują się do wzięcia "zakładników" - przygotowują listę opozycyjnych polityków i dziennikarzy, którym zabroniony zostanie wyjazd za granicę - pisze moskiewski dziennik.

O zaostrzeniu kryzysu w stosunkach między Białorusią i UE piszą też inne czwartkowe gazety rosyjskie. "Moskowskije Nowosti" podkreślają, że takich skandali na Białorusi nie było od 2008 roku, kiedy to Mińsk, także w trybie jednostronnym, podjął decyzję o zamknięciu ambasady USA, a (prezydent) Alaksandr Łukaszenka w komentarzach dla mediów mówił, że osobiście podjął decyzję o wyrzuceniu (amerykańskiego) ambasadora.

Według "Moskowskich Nowosti", w przyszłości napięcie między Mińskiem i Brukselą może tylko wzrosnąć.

Z kolei rządowa "Rossijskaja Gazieta" określa eskalację napięcia na linii Mińsk-Bruksela mianem głośnego skandalu dyplomatycznego. Sądząc po ostrych wypowiedziach wysokich rangą polityków europejskich i białoruskich, konstruktywny dialog w świetle ostatnich wydarzeń staje się coraz bardziej złudną perspektywą - ocenia.

Z kolei "Kommiersant" podaje, że jego rozmówcy w rządzie Rosji mają nadzieję, iż kryzys w relacjach z UE zwiększy zależność Mińska od Moskwy i przyspieszy przechodzenie kluczowych aktywów białoruskiej gospodarki w ręce rosyjskich struktur.

Nowy pakiet sankcji i wypowiedzi Catherine Ashton wyprowadziły Alaksandra Łukaszenkę z równowagi. Oprócz wezwania do MSZ ambasadorów UE i Polski władze zaatakowały opozycjonistów, którzy lobbowali za wprowadzeniem europejskich sankcji. W środę wyszło na jaw, że Mińsk zamierza zakazać 108 liderom opozycji opuszczania Białorusi - wskazuje dziennik.

"Kommiersant" odnotowuje, że zdaniem ekspertów konflikt wokół ambasadorów oznacza jedno - że prezydent Łukaszenka nie liczy już na porozumienie się z Zachodem. Najbardziej na konflikcie Białorusi i UE może skorzystać Rosja, która publicznie poparła Mińsk w formie wydanego 24 lutego oświadczenia dwóch prezydentów o niedopuszczalności sankcji wobec strony białoruskiej - pisze gazeta.

Źródła w rządzie i MSZ Federacji Rosyjskiej zauważają, że Mińsk nadal bardzo potrzebuje pieniędzy na wypełnienie swoich zobowiązań socjalnych wobec ludności. W tych warunkach - jak mówią urzędnicy - Moskwa liczy na rychłe rozpoczęcie negocjacji w sprawie sprzedaży rosyjskim strukturom łakomych kąsków białoruskiej gospodarki - dodaje.

"Kommiersant" wyjaśnia, że chodzi przede wszystkim o rafinerie ropy naftowej w Nowopołocku i Mozyrzu o mocy 22 mln ton rocznie, koncern Biełaruśkalij i zakłady mleczarskie. Chcąc przejąć te aktywa, Moskwa w połowie 2009 roku stoczyła z Mińskiem wojnę mleczną, a na początku 2010 roku - naftową - przypomina dziennik.

Cytując źródło w rządzie, "Kommiersant" informuje, że białoruscy partnerzy demonstrują pozytywne nastawienie, a w aktywną fazę negocjacje mogą wejść wkrótce po wyborach prezydenckich w Rosji.

Wielkonakładowa "Komsomolskaja Prawda" podaje z kolei, że wśród sankcji UE jest zamrożenie rachunków bankowych trzech przedsiębiorstw związanych z rządem Białorusi i zakaz sprzedaży Mińskowi broni. Jedynym następstwem tych kroków jest to, że reprezentacja Białorusi w biathlonie pozostała bez nabojów do importowanych karabinów - pisze gazeta.

W odpowiedzi na rozszerzenie wizowych sankcji unijnych wobec Mińska MSZ Białorusi we wtorek zwróciło się do stałej przedstawicielki UE w Mińsku Mairy Mory oraz do ambasadora Polski Leszka Szerepki, aby opuścili ten kraj i udali się na konsultacje. Jednocześnie wezwało swoich ambasadorów w Brukseli i Warszawie do Mińska. W odpowiedzi Bruksela zapowiedziała wycofanie wszystkich ambasadorów państw UE z Mińska.