Pogrążająca się w problemach gospodarczych Francja staje się chorym organizmem Europy. A populistyczne propozycje trzech głównych pretendentów do prezydentury: Nicolasa Sarkozy’ego, Francois Hollande’a i Marine Le Pen są dla 27 szkodliwe.

Pominąwszy Marine Le Pen, która chce wyprowadzić Paryż ze strefy euro i NATO, najdalej w negowaniu sensu integracji poszedł Sarkozy. W przemówieniu programowym na wiecu w podparyskiej miejscowości Villepinte urzędujący prezydent postawił Brukseli ultimatum. Zapowiedział, że Francja w ciągu 12 miesięcy zawiesi członkostwo w strefie Schengen, jeśli nie dojdzie do rewizji tego porozumienia.

Reforma ma polegać na ustaleniu „wspólnej dyscypliny kontroli granic zewnętrznych Unii, tak jak ustalono dyscyplinę finansów publicznych w unii walutowej”. W nowym układzie kontrolę nad działaniem systemu Schengen miałby sprawować "rząd polityczny Europy" (czyli przywódcy państw Wspólnoty), a nie jak obecnie Komisja Europejska. Kraje, które nie respektowałyby tych zaleceń, mogłyby zostać "wyrzucone" z umowy o swobodnym przemieszczaniu się osób. Umowa z Schengen od początku zakłada wspólne reguły kontroli granic zewnętrznych. Jednak jeśli w imię nastrojów wyborczych każdy kraj będzie mógł wystąpić z tego porozumienia, układ bardzo szybko się rozpadnie – komentuje Dominique Reynie, profesor politologii w paryskiej szkole Science Po.

Nie koniec na tym. Sarkozy zapowiedział demontaż podstaw jednolitego rynku. W przyszłości przywódcy poszczególnych państw Unii (a nie Komisja Europejska) mieliby zatwierdzać umowy handlowe z państwami spoza wspólnoty. W domyśle: jeśli zanotowaliby poważny deficyt, mogliby przywrócić cła ochronne. Swoboda przepływu towarów – tak. Nielojalna konkurencja – nie! – ogłosił w niedzielę Sarkozy. W minionym roku Francja zanotowała rekordowy deficyt handlu zagranicznego, który przekroczył 75 mld euro.

Protekcjonistyczny program obecnego prezydenta ma także umocnić projekty dwóch dyrektyw europejskich: "Buy European Act" oraz "Small Business Act". Pierwszy z nich zakłada, że firmy europejskie miałyby wyłączność w ubieganiu się o zamówienia rządowe rozpisane przez kraje Unii. Drugi zarezerwowałby część tego typu zamówień dla małych firm. W ten sposób zostałaby podważona fundamentalna zasada jednolitego rynku, która zakazuje dyskryminacji na tle narodowościowym.

Sarkozy radykalizuje swój program, bo na sześć tygodni przed wyborami jego dystans do socjalisty Francois Hollande’a (około 8 pkt proc.) pozostaje bardzo duży. Bez poparcia w drugiej turze elektoratu Frontu Narodowego nie może on marzyć o zwycięstwie.

Jednak także Hollande planuje radykalną zmianę polityki europejskiej Francji w razie przejęcia sterów w państwie. W lutym zapowiedział, że doprowadzi do renegocjacji podpisanego już przez przywódców UE paktu fiskalnego, który wprowadza nadzór Brukseli nad finansami publicznymi państw strefy euro.

Pakt ten powinien zostać uzupełniony o pakiet stymulacyjny, który doprowadzi do przyspieszenia wzrostu gospodarczego w Unii – mówiła DGP Elisabeth Guigou, odpowiedzialna w sztabie Hollande’a za sprawy europejskie. Jej zdaniem Bruksela powinna także ustalić wspólną pensję minimalną obowiązującą w całej Unii oraz wspólny podatek od zysku przedsiębiorstw (CIT). Szanse na realizację takiego programu są jednak niewielkie, bo wymagałyby jednomyślnego poparcia wszystkich krajów UE. Zdecydowanie przeciwne są zaś temu nie tylko Wielka Brytania, lecz także Polska i większość krajów Europy Środkowej, które obawiają się, że w ten sposób ich gospodarka przestanie być konkurencyjna.

Christian de Boissieu, przewodniczący działającej przy premierze Rady Analiz Ekonomicznych, przyznaje, że Francja ma poważny kłopot z gospodarką, której długookresowy potencjał wzrostu wynosi zaledwie 1 proc. Jednak jego zdaniem rozwiązaniem są reformy strukturalne wewnątrz kraju, a nie na poziomie Unii. W szczególności chodzi o ograniczenie ciężaru państwa, które pochłania 57 proc. PKB, najwięcej w całej UE poza Danią.