Grupa dziewięciu państw strefy euro od lipca wprowadzi podatek od transakcji finansowych. Tym samym po raz kolejny w ostatnich kilku miesiącach wykorzystano klauzulę o wzmocnionej współpracy w traktacie lizbońskim do przeforsowania kontrowersyjnego rozwiązania w UE. Państwa coraz chętniej szukają porozumień międzyrządowych, marginalizując tym samym wspólnotowy system decyzyjny.

Porozumienie o podatku bankowym wejdzie w życie, bo spełnia warunki prawa europejskiego. Bierze w nim udział ponad 1/3 krajów członkowskich dysponujących kwalifikowaną większością w Radzie UE, a ich projekt nie narusza zasad jednolitego rynku. Jednak takie inicjatywy coraz bardziej osłabiają spójność Wspólnoty – mówi DGP Cinzia Alcidi z brukselskiego Centrum Europejskich Analiz Politycznych.

Przez wiele lat punkt o wzmocnionej współpracy pozostawał martwy. Jednak w ostatnim czasie został już kilkakrotnie wykorzystany. W ten sposób ustanowiono jednolity europejski patent (mimo sprzeciwu Hiszpanii i Włoch) oraz regulacje dotyczące rozwodów osób, które są obywatelami różnych państw Wspólnoty. Na podobnych zasadach jest też wdrażany pakt fiskalny: formalnie to inicjatywa podjęta poza traktatami UE, jednak kanclerz Angala Merkel zapowiedziała, że zostanie włączona do unijnych regulacji tak szybko, jak tylko będzie to możliwe.

W najbliższej przyszłości podobnych inicjatyw będzie więcej. Prezydent Nicolas Sarkozy zapowiedział dążenie do zmian porozumienia z Schengen oraz unijnej polityki handlowej w taki sposób, aby decydowały o nich rządy narodowe, a nie Bruksela. Ponieważ nie ma na to zgody wszystkich państw Unii, Francja może spełnić swoje plany tylko poprzez system wzmocnionej współpracy. Paryż i Berlin forsują także pomysł ujednolicenia stawek podatków od zysków przedsiębiorstw (CIT) oraz minimalnej pensji gwarantowanej.

Pomysł wprowadzenia podatku od transakcji finansowych popierają – poza Francją i Niemcami – także Hiszpania, Włochy, Austria, Finlandia, Belgia, Portugalia i Grecja. Stawka podatku miałaby wynosić 0,1 proc. od sprzedaży obligacji i 0,01 proc. od innych papierów finansowych. Roczny dochód z takiego obciążenia miałby przynieść ponad miliard euro w samej Francji.

Takiemu rozwiązaniu zdecydowanie przeciwna jest jednak większość państw Wspólnoty. Wielka Brytania obawia się, że spowoduje to ucieczkę banków z londyńskiego City, największego centrum finansowego świata. To tu przeprowadza się aż 36,7 proc. wszystkich transakcji finansowych (wartych dziennie 1,8 bln dol.) wobec 3 proc. w Paryżu, 2,1 we Frankfurcie i 0,6 w Mediolanie.

Z kolei Irlandia wyklucza poparcie podatku, jeśli nie będzie obowiązywał on w Wielkiej Brytanie w obawie, że wszystkie jej banki przeniosą się do Londynu. A szwedzki minister finansów Anders Borg podkreślił wczoraj, że podatek w ogóle jest złym pomysłem, bo osłabia konkurencyjność europejskich banków wobec instytucji finansowych spoza kontynentu i przyczyni się do spowolnienia wzrostu gospodarczego w całej Europie.

Tę ocenę potwierdza Bank Rozliczeń Międzynarodowych, który ostrzega, że nowy pomysł uderzy we wszystkie banki działające w 9 krajach szykujących się do wprowadzenia nowego podatku, a więc także w zyskowność banków brytyjskich czy szwedzkich. Także podatek bankowy będzie wprowadzony tylnymi drzwiami