Wybór Joachima Gaucka to w zasadzie formalność, ma on bowiem poparcie zarówno chadecko-liberalnej koalicji rządzącej Niemcami, jak również opozycyjnych socjaldemokratów i Zielonych.

Postkomunistyczna Lewica wystawiła własną kandydatkę na prezydenta RFN, Beate Klarsfeld, zaangażowaną od lat w ściganie zbrodniarzy nazistowskich. Lewica ma jednak tylko 10 procent miejsc w liczącym 1240 członków Zgromadzeniu Federalnym, złożonym z posłów Bundestagu i takiej samej liczby przedstawicieli krajów związkowych Niemiec. Trzeci kandydat to historyk-rewizjonista Olaf Rose, wystawiony przez skrajnie prawicową Narodowodemokratyczną Partię Niemiec (NPD).

Przedterminowe wybory prezydenckie są konieczne, bo w połowie lutego, po zaledwie 20 miesiącach pełnienia urzędu, do dymisji podał się prezydent Christian Wulff. Hanowerska prokuratura wszczęła przeciw niemu śledztwo w związku z podejrzeniem o przyjmowanie korzyści majątkowych w czasie, gdy był premierem Dolnej Saksonii.

Komentatorzy są zgodni, że zarówno śledztwo, jak i ujawnione przez media bliskie związki Wulffa ze światem biznesu mocno nadwyrężyły wizerunek urzędu głowy państwa. Wprawdzie prezydent Niemiec pełni głównie funkcje reprezentacyjne, ale czasem odgrywa rolę autorytetu dla rządzących i opinii publicznej.

Centralnym tematem jego płomiennych przemówień jest wolność, powiązana z poczuciem odpowiedzialności. Wzywa on do zaangażowania społecznego i przestrzega przed zapominaniem historii. Dla mnie najważniejsze jest, by ludzie znów dostrzegli, że żyją w dobrym kraju, który mogą kochać, bo daje możliwość życia w wolności - mówił tuż po ogłoszeniu swojej kandydatury.

Niektórych mantra Gaucka o wolności nieco irytuje. Dla niego istnieje tylko ten jeden temat - utyskiwała podobno kanclerz Angela Merkel podczas niedawnych negocjacji w sprawie kandydata na nowego prezydenta. Część mediów sugeruje jednak, że sceptycyzm Merkel mógł wynikać z jej obaw przed charyzmą przyszłego prezydenta, któremu być może będzie musiała ustąpić miejsca w rankingach sympatii dla polityków.

Kontrowersje wzbudziły przypomniane niedawno wypowiedzi Gaucka, który jako odważne określił obraźliwe dla imigrantów tezy socjaldemokratycznego polityka Thilo Sarrazina, a antykapitalistyczne protesty ruchu Occupy nazwał dziecinnymi. Publicyści polemizują również, czy Gauck ma rację, porównując reżimy nazistowski i komunistyczny.

Dla wielu Niemców symboliczne znaczenie ma fakt, że 20 lat po zjednoczeniu Niemiec dwie najwyższe funkcje w tym państwie będą w rękach osób pochodzących ze wschodnich Niemiec (Merkel także wywodzi się z dawnej NRD).

Gauck urodził się 24 stycznia 1940 r. w Rostocku. Gdy miał jedenaście lat, jego ojciec został aresztowany przez sowieckie wojska pod zarzutem szpiegostwa i zesłany na cztery lata do gułagu na Syberii. Gauck studiował teologię i został pastorem. Znajdował się pod stałą obserwacją NRD-owskiej bezpieki, Stasi.

W 1989 r. stał się jednym z założycieli organizacji Neues Forum, antykomunistycznej opozycji w d. NRD i posłem w wyłonionej w pierwszych wolnych wyborach Izbie Ludowej. W latach 1990-2000 pełnił funkcję pełnomocnika federalnego do spraw materiałów Państwowej Służby Bezpieczeństwa NRD (Stasi). Kierowaną przez niego instytucję nazywano powszechnie urzędem Gaucka.

Za jedno ze swoich najważniejszych zadań Gauck nadal uznaje walkę o to, by zbrodnie reżimu komunistycznego nie uległy zapomnieniu.

Przyszły prezydent Niemiec nie kryje sympatii do Polski. Polska, która w swojej historii przedkładała wolność nad bezpieczeństwo, która bardziej hołdowała powstańcowi niż poddanemu i której obywatele zdecydowanie bardziej cenią sobie "mniej państwa w państwie", niż zbyt "wiele państwa w państwie", taka Polska może pozbawić niektórych w Europie, np. Niemców, lęków i natchnąć ich odwagą - podkreślił na początku marca w wystąpieniu na Uniwersytecie Łódzkim.

Gauck od 12 lat żyje w nieformalnym związku z dziennikarką Danielą Schadt. Z żoną, z którą ma czworo dzieci, rozstał się ponad 20 lat temu, ale nigdy się nie rozwiódł. Niektórzy politycy sugerowali mu ostatnio, by "uporządkował" swą sytuację życiową i poślubił swoją partnerkę. Sondaże pokazały jednak, że większości Niemców nie przeszkadza, iż przyszły prezydent żyje w związku partnerskim.