Jej szefowa Catherine Ashton nie dotrzymała obietnicy złożonej Parlamentowi Europejskiemu i nie otworzyła drzwi dla dyplomatów z Europy Środkowej. W ciągu roku swojej działalności mianowała 60 nowych ambasadorów, z tego 50 ze starej Unii. Stali przedstawiciele z nowych państw członkowskich zajmują 12 spośród 117 aktualnie obsadzonych stanowisk, czyli 10,3 proc., choć nowa Unia stanowi 20,6 proc. całej populacji.

Dziś dyplomacja UE będzie oceniana przez Parlament Europejski. Instytucji powołanej w grudniu 2010 r. zarzuca się nieudolność i promowanie urzędników ze starej Unii. Ashton nie ma sobie nic do zarzucenia. Postęp jest znaczący, choć służba działa dopiero od roku – przekonuje Michael Mann, rzecznik Ashton.

Gdy w sierpniu 2010 r. Polski Instytut Spraw Międzynarodowych opublikował głośny raport otwarcia, z którego wynikało, że na 115 unijnych ambasadorów jedynie dwóch pochodzi z nowych państw członkowskich, a 11 stanowią kobiety, Ashton obiecywała rewolucję kadrową. – Przyjęłam dwie zasady: zapewnienie przy nominacji zarówno równowagi geograficznej, jak i między kobietami i mężczyznami – stwierdziła w rozmowie z DGP.

Na zapowiedziach się skończyło. Do państw najsilniej niedoreprezentowanych należy Polska. Choć stanowimy 7,6 proc. ludności UE, dostaliśmy tylko dwie ambasady (1,7 proc.): w Jordanii i Korei Południowej. Z informacji DGP wynika, że Polak jest kandydatem nr 1 do objęcia placówki w Kijowie – który jest dla nas stolicą strategiczną. Przegraliśmy za to walkę o kilka innych ważnych placówek. Do Kabulu np. trafił Litwin, do Mińska Łotyszka, Gruzję obsadziła Bułgaria, a Armenię – Rumunia.

Polscy dyplomaci często słyszeli argument, że ambasadorami nie powinni być obywatele krajów graniczących z państwem przyjmującym ani krajów mających na miejscu swoje interesy. Ta zasada jednak nigdy nie funkcjonowała. Łotwa graniczy z Białorusią. W Brazylii, ważnej z punktu widzenia Lizbony Portugalczyka Joao Pacheco zastąpiła rodaczka Ana Zacarias. W ten sposób kraje zabezpieczają posady w miejscach strategicznych.

Według brytyjskiego posła do PE Charlesa Tannocka nowe kraje UE nie powinny mieć pretensji o dominację starej Europy. Głównym kryterium powinny być bezwględnie merytoryczne kompetencje kandydatów – mówi DGP Tannock. Właśnie ten nieprecyzyjny argument jest najczęściej stosowany przy zamykaniu drogi kandydatom z nowej Europy.

Michał Potocki
Dominika Ćosić z Brukseli