Merah, który ukrywa się w swoim mieszkaniu w jednym z bloków w Tuluzie, miał wyznać negocjującym z nim śledczym, że na środowy poranek planował kolejny mord. Poinformował o tym przedstawicieli środowisk religijnych prezydent Nicolas Sarkozy, który przyjechał na miejsce policyjnej akcji.

Celem Meraha miał być żołnierz. Pochodzący z Algierii mężczyzna przyznał, że wybrał już konkretną ofiarę.

Najpewniej to właśnie on stoi za krwawą strzelaniną przed prywatnym żydowskim liceum w Tuluzie. Zginęły w nim cztery osoby, w tym troje dzieci. Kolejna postrzelona osoba - 17-letni chłopak - jest w szpitalu.

Merah, który w chwili ataku poruszał się na skuterze Yamaha, prawdopodobnie zaatakował także tydzień wcześniej, kiedy od kul ukrywającego się w kasku zabójcy zginęło trzech żołnierzy w Tuluzie i Montauban. W obu przypadkach strzelano z broni kalibru 11,43 mm.

Negocjacje z domniemanym mordercą toczą się od środowego poranka. Były przerywane, po południu pojawiła się nawet plotka, że mężczyzna został aresztowany. Informacje te jednak zdementowano. Wcześniej policja doniosła, że w samochodzie brata 23-latka znaleziono materiały wybuchowe. 

Mohamed Merah, według ministra spraw wewnętrznych Claude'a Gueanta, jest mudżahedinem i ma związki z Al-Kaidą. Utrzymuje też, że ma kontakty z osobami "przyznającymi się do salafizmu i dżihadyzmu".

Według szefa MSW, mężczyzna spędził jakiś czas w Afganistanie i Pakistanie. Gueant przekazał, że podejrzany o strzelaniny chciał pomścić palestyńskie dzieci i wziąć odwet na francuskiej armii z powodu jej zagranicznych interwencji.

Źródło zbliżone do śledztwa podało, że w przeszłości został on aresztowany w Kandaharze, bastionie talibów na południu Afganistanu. Dyrektor kandaharskiego więzienia poinformował, że mężczyzna ten zbiegł z zakładu przy okazji zbiorowej ucieczki osadzonych kilka miesięcy po aresztowaniu w 2007 roku. Sprecyzował, że Francuz został skazany na trzy lata za podkładanie bomb w prowincji Kandahar.