Papież podczas pobytu na Kubie zdementował też plotki o swej rychłej dymisji. Jestem stary, ale wciąż mogę pełnić moje obowiązki - przytoczyła "La Stampa". Właśnie ta wypowiedź zdaniem watykanisty Andrei Torniellego "uciszy głosy", krążące od miesięcy na temat możliwego ustąpienia papieża po jego 85. urodzinach lub po zakończeniu Roku Wiary w 2013 roku.

Zamierza zatem iść naprzód mimo wieku - podsumowuje turyński dziennik. Na jego łamach polityczny komentator Enzo Bettiza pisze zaś o "kluczowej misji" Benedykta XVI, jaką była wizyta na Kubie.

Bettiza dokonuje porównania znaczenia wizyt Jana Pawła II w 1998 roku oraz obecnej podróży jego następcy. Podczas gdy jego zdaniem pobyt polskiego papieża w Hawanie był rodzajem radosnego wyzwania, rozegranego pod kątem efektu telewizyjnego i uważanego przez niego samego za ograniczony pod względem rezultatu politycznego, dla Benedykta XVI była to najtrudniejsza spośród jego wszystkich podróży. W ocenie publicysty papież był "ostrożny" i "posługiwał się aluzjami" i martwił się konsekwencjami każdego swego kroku.

Według "La Stampy" nie wiadomo, jak długo prezydent Raul Castro utrzyma się przy władzy. Jedyna pewność - zauważa komentator - jest taka, że papież mógł osobiście przekonać się podczas spotkania z Fidelem Castro, że komunizm na Kubie "wyczerpał się" tak jak zdrowie przywódcy rewolucji.

"La Repubblica" odnotowuje, że półgodzinne spotkanie papieża z Fidelem Castro stało się najważniejszym i najbardziej oczekiwanym wydarzeniem podróży, obserwowanym przez cały świat. Tak jakby podróż duchową i polityczną Benedykta XVI do Ameryki Środkowej i na Karaiby można było sprowadzić do spotkania twarzą w twarz z Fidelem - stwierdza wysłannik rzymskiej gazety.

Przytacza też fragmenty tej rozmowy. Fidel Castro pytał Benedykta XVI co robi papież?, o zmiany w liturgii i prosił go o przysłanie książek na temat duchowości. Zrobię to - zapewnił papież.

"Corriere dela Sera" ujawnia zaś, że w Hawanie pracownicy państwowych zakładów i członkowie partii mieli obowiązek wziąć udział w papieskiej mszy na Placu Rewolucji. Gdyby tego nie zrobili, nie otrzymaliby zapłaty za ten dzień. Według obliczeń wysłannika gazety połowa spośród 300 tysięcy uczestników mszy należała do tych "zmobilizowanych" przez władze grup, które kazały wypełnić plac. Kubański dysydent katolicki Oswaldo Paya powiedział dziennikowi, że w trakcie mszy ludzie ci siedzieli na ziemi i głośno rozmawiali.