Lewicki: Romney się uśmiecha, Obama jest spięty

Do tej pory wydawało się, że nawet jeśli Romney byłby lepszym prezydentem, to Obama jest lepszym kandydatem. Wszyscy oceniali, że Obama w tej debacie wygra - stwierdza amerykanista z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, prof. Zbigniew Lewicki.

Okazało się nagle, że Romney jest znacznie swobodniejszy, ładnie mówi, uśmiecha się i patrzy na swojego konkurenta. Obama jest spięty, zdenerwowany, mówi niewyraźnie, nie patrzy na Romney'a. Język ciała, jak i fakty były zupełnie niewłaściwe.

Tę debatę oglądało najwięcej Amerykanów, bo zawsze pierwszą ogląda najwięcej. Poza tym to była debata gospodarcza, która jest najbardziej interesująca.

Romney odzyskał dużo pola. Czy mu to wystarczy do wygrania wyborów - trudno w tym momencie ocenić, ale debata dała mu drugi oddech. Nie można wykluczyć, że ten drugi oddech dobrze wykorzysta.

Słabość Obamy podczas debaty wynikała głównie z jego zmęczenia. To był człowiek zniechęcony, bez zapału. Zupełnie inny Obama niż przed czterema laty. Wymagania urzędu sprawiły, że się zwyczajnie zmęczył. Obama wcześniej nie miał żadnego doświadczenia wykonawczego, niczym nie kierował, nie musiał podejmować iluś decyzji na godzinę.

(...) To była kwestia zmęczenia, a potem kwestia strachu. To było wyraźnie widać. Obama czuł, że traci grunt, że Romney nad nim góruje i kieruje debatą.

Sztab Obamy będzie się starał lepiej go przygotować do kolejnej debaty, ale to już będzie bieg pod górę. Pierwsze wrażenie robi się tylko raz. Trzeba będzie odrabiać straty, a nie startować - jak to było jeszcze wczoraj przed południem - z takich samych pozycji.

Wiśniewski: Romney zdał egzamin z "prezydenckości"

Mitt Romney był bardzo dobrze przygotowany. To Romneyowi na dobrym występie musiało zależeć bardziej. Wszystkie siły zostały rzucone na ten odcinek. Republikański kandydat był miejscami aż nadto przygotowany, rzucał liczbami jak z rękawa. Pokazał, że może spokojnie dyskutować z urzędującym prezydentem, więc zdał test z "prezydenckości". Chodziło o to, by Romney pokazał, że jest kompetentny i wie, o czym mówi - komentuje Bartosz Wiśniewski z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Prezydent Obama wypadł nadspodziewanie blado, był rozkojarzony. Użył wielu argumentów, których używali jego stratedzy przez ostatnie miesiące. Nie starał się bić w słabe punkty Romneya, jak niedawno ujawnione wpadki. Nie starał się wykorzystać linii ataku, jeśli chodzi o karierę Romneya jako odczłowieczonego inwestora giełdowego. Można to usprawiedliwiać tym, że prezydentowi takie chwyty nie przystoją.

Kolejna debata prezydencka będzie w innym formacie, który powinien sprzyjać Obamie. Będzie to forma tzw. town hall meeting, czyli będzie możliwość zadawania pytań przez wyborców, przede wszystkim wyborców niezależnych.

Gospodarka jest w tej chwili dla Amerykanów najważniejsza, a także to co będzie się działo w dziedzinie reformy ubezpieczeń. Nie wydaje się, by w tej debacie Romney przekonał do swoich pomysłów. Wiele razy unikał bezpośredniej odpowiedzi.

Kostrzewa-Zorbas: To było małe Pearl Harbour dla Obamy

Debata przynajmniej częściowo wyrównuje szanse (obydwu kandydatów), ale nie przesądza wyniku wyborów prezydenckich w USA. W polityce, jak na wojnie, po ataku następuje kontrofensywa. Romney będzie miał przestrzeń przewagi dzięki rozpędowi, ale sztab Obamy pewnie od razu zaczął przygotowywać odpowiedź. Jeszcze nie wiemy, jaką. Zobaczymy ją prawdopodobnie podczas drugiej debaty, lub wcześniej - uważa politolog, amerykanista z Uczelni Vistula dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas.

Przebieg debaty był zaskoczeniem dla wielu obserwatorów, którzy rzutowali teraźniejszą sytuację w przyszłość. Ludzie widzieli Romney'a słabszego od Obamy, bez pomysłu na kampanię i spodziewali się, że podczas debaty zobaczą go zdominowanego przez drugą stronę.

Spodziewałem się dynamizacji i zaskoczenia ze strony Romney'a. Dobra strategia używa zaskoczenia. Dla Obamy to było mini Pearl Harbour. Spodziewałem się, że Romney użyje przeciw Obamie słabą sytuację gospodarczą - wysokie jak na amerykańskie standardy bezrobocie, powolny wzrost gospodarczy i rosnący deficyt i dług federalny. A także specjalność Romney'a - efektywne wsparcie federalne dla energetyki opartej o odnawialne źródła. Sztab Obamy dał się zaskoczyć.