Jak podało w piątek Ministerstwo Pracy, bezrobocie spadło o 0,3 pkt proc. - z 8,1 proc. w poprzednim miesiącu do poziomu takiego, jak w styczniu 2009 r., kiedy Obama obejmował władzę. We wrześniu przybyło 114 000 miejsc pracy. Liczba niezatrudnionych Amerykanów zmniejszyła się do 12,1 miliona.

Rząd ogłosił również, że w lipcu i sierpniu przybyło o 86 000 miejsc pracy więcej niż poprzednio podawano.

Republikanie starają się pomniejszyć znaczenie najnowszych liczb. Kandydat GOP na prezydenta Mitt Romney powiedział, że nie tak wygląda prawdziwa poprawa sytuacji gospodarki.

Romney zwrócił uwagę, że od lipca przybywa coraz mniej nowych miejsc pracy i że od czasu, gdy rządy w Białym Domu objął Obama, gospodarka amerykańska straciła ponad 600 000 miejsc pracy w przemyśle wytwórczym. Republikański kandydat uważa, że wzrost PKB po recesji powinien być szybszy.

Wybór jest jasny. Jeśli prezydent Obama zostanie ponownie wybrany, będziemy mieli kolejne cztery lata takie jak poprzednie. Jeśli ja zostanę prezydentem, będziemy mieli prawdziwą poprawę dzięki polityce prowzrostowej, która stworzy 12 milionów nowych miejsc pracy i przyniesie wzrost dochodów dla wszystkich - oświadczył Romney.

Opozycja przypomina, że poza 12 milionami bezrobotnych drugie tyle Amerykanów pracuje w ograniczonym wymiarze godzin albo zarabia znacznie mniej niż poprzednio. Kwestionuje też miarodajność oficjalnego wskaźnika bezrobocia, zwracając uwagę, że część osób niemających pracy zrezygnowała z jej poszukiwania i nie rejestruje się w urzędach zatrudnienia.

Niektórzy posądzają nawet administrację Obamy, że fałszuje dane o bezrobociu, aby pomóc mu przed wyborami 6 listopada.

Sugerował to w piątek m.in. sympatyzujący z Republikanami słynny menedżer, były szef General Electric Jack Welch.

Rząd z oburzeniem odrzucił te oskarżenia.