Biden twardo odpierał ataki Ryana na politykę administracji prezydenta Obamy i - jak zauważyli obserwatorzy - przypomniał słabości prezydenckiej kampanii Republikanów, m.in. gafy ich kandydata do Białego Domu, Mitta Romneya - przed czym wzbraniał się Obama w debacie z kandydatem GOP. Często dochodziło do ostrych spięć, obaj politycy przekrzykiwali się nawzajem, chociaż zwracali się do siebie z kurtuazją.

Wiceprezydent podkreślił zagrożenia dla klasy średniej łączące się z planem budżetowym Romneya i Ryana, m.in. perspektywę radykalnych cięć programów społecznych i strat finansowych emerytów w razie wcielenia w życie republikańskiej reformy ubezpieczeń zdrowotnych.

Biden zręcznie polemizował też z atakami Ryana na politykę międzynarodową demokratycznej administracji - plan wycofania wojsk z Afganistanu, politykę wobec Iranu i powstania w Syrii.

Przeważa opinia, że wiceprezydent co najmniej wywalczył remis w starciu na argumenty, i nawet konserwatywni komentatorzy przyznali, że wygrał w polemice na niektóre tematy.

Negatywnie oceniono jednak styl Bidena, który okazywał lekceważenie dla swego przeciwnika, kiedy ten krytykował politykę Obamy. Przez większą część debaty wiceprezydent reagował na ataki sarkastycznym uśmiechem albo mówił, że Ryan "plecie głupstwa".