W 1995 roku w Porto Rico pasterze znaleźli wybite stado owiec. Na szyjach ośmiu owiec widać było ślady ukąszeń - ciała zostały pozbawione krwi - przypominają dziennikarze TV Biełsat.

Kilka miesięcy później w innym portorykańskim mieście w taki sam sposób zginęło 150 zwierząt domowych. Tajemniczej bestii nadano imię Chupacabra - czyli wysysacz kóz.

Podobne przypadki pojawił się w innych rejonach Ameryki Południowej, Meksyku i na południu USA.

Teraz z podobnie krwawymi zdarzeniami zmagają się mieszkańcy niewielkiego białoruskiego miasteczka. Tajemnicze "coś" od stycznia zabiło już setki kur i indyków, a także świnie i psa wysysając krew ofiar.

Bestia, by dotrzeć do swoich ofiar wyłamywało sztachety z płotu, które były przybite... kilkunastocentymetrowymi gwoździami. Przeszkodą nie była także metalowa siatka.

Na ciałach zabitych zwierząt widać były ślady ogromnych kłów. Ogółem ofiarą tajemniczej bestii padło ponad 350 zwierząt.

Słyszałem, że skacze po dachach - na wielkość to tak pomiędzy psem a kangurem - ma włochaty łeb i kły. Mówią, że to ryś, ale w to nie wierzę. Szczerze powiedziawszy trochę boję się wychodzić z domu - mówi jeden z mieszkańców Starobina.

Jeden ze świadków miał na własne oczy widzieć potwora.

To było zimą, trochę po nowym roku. Jechałem samochodem do pracy i drogę przebiegło mi jakieś garbate zwierze podobne do bobra z długim ogonem. Jak podjechałem zwierzę uciekło - opowiada.

Miejscowa milicja serią mordów na zwierzętach obarcza bezpańskie psy. Nie do końca wierzą w to chyba władze miejskie powołały komisję złożoną ze specjalistów, która ma badać każdy przypadek ataku tajemniczej bestii.