Ta wielkonakładowa gazeta jest jedynym centralnym dziennikiem w Rosji, który poinformował o wtorkowym tekście "Rzeczpospolitej".

Jeśli samolot zostałby wysadzony w powietrzu, to cała strefa schodzenia byłaby zawalona jego szczątkami. Maszyna rozbiła się przy uderzeniu o ziemię - podkreśla "Komsomolskaja Prawda".

Co się dzieje w państwie polskim, jeśli w ciągu jednego dnia najpierw utrzymuje się tam, że ich prezydent został wysadzony w powietrze, a wkrótce po tym - że była to wiadomość przedwczesna? - pyta gazeta i odpowiada: Wszystko jest bardzo proste - w Polsce trwa polityczne starcie między obecnym premierem Donaldem Tuskiem i bratem zmarłego prezydenta Jarosławem Kaczyńskim.

"Komsomolskaja Prawda" zauważa, iż siły stojące za Kaczyńskim wysuwały już wersję, że prezydent się nie rozbił, lecz zginął w zamachu

To okropna wersja. Jednak w polityce wszystkie środki są dobre - wskazuje dziennik.

Ale dlaczego w Rosji trzeba łapać się za serce za każdym razem, gdy panowie w Polsce bawią się w politykę? - dodaje "Komsomolskaja Prawda".

Dziennik publikuje też wypowiedź pilota-oblatywacza Aleksandra Akimenkowa, który oświadczył, że nie wyobraża sobie, w jaki sposób można zaminować samolot prezydenta. - Przecież na lotnisku, z którego wystartowała maszyna z VIP-ami, pracują nie przypadkowi, lecz sprawdzeni ludzie - powiedział.

Akimenkow dodał, że w rzeczywistości przyczyną katastrofy był błąd kapitana statku powietrznego.

"Rzeczpospolita" podała we wtorek, że w szczątkach Tupolewa znaleziono ślady trotylu i nitrogliceryny. Według gazety grupa polskich śledczych, która niedawno przez miesiąc ponownie badała wrak na terytorium Rosji, znalazła na szczątkach samolotu liczne ślady materiałów wybuchowych.

"Rz" napisała, że badania, przeprowadzone przez prokuratorów we współpracy z ekspertami z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego oraz CBŚ, wykazały ślady trotylu i nitrogliceryny m.in. na 30 fotelach samolotu. Dziennik zaznaczył, że eksperci nie są w stanie stwierdzić, w jaki sposób na wraku maszyny znalazły się ślady trotylu i nitrogliceryny; biorą pod uwagę hipotezy, według których osad z materiałów wybuchowych mógłby pochodzić z niewybuchów z okresu II wojny światowej.

Po południu - po konferencji prasowej szefa Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie płk. Ireneusza Szeląga, który zdementował doniesienia "Rz" - gazeta oświadczyła, że się pomyliła, pisząc o trotylu i nitroglicerynie.

To mogły być te składniki, ale nie musiały - oznajmiła, zaznaczając, że jednak nie można wykluczyć materiałów wybuchowych.